RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2012

Majówka – Wakacje.

27 kwi

 

Dobra wklepuję i jadę bez przemyśleń, tak na szybko. Miałem wstawić wpis „Musimy poważnie porozmawiać – to zawsze zwiastuje problemy”. Został on już ukończony i czeka tylko na wstawkę ale stwierdziłem, że w tak piękny i radosny dzień nie będę wam suszył głowy problemami wynikającymi z przeprowadzania poważnych rozmów.

Dla wielu zaczęły się „Wakacje”, wprawdzie niektórych czekają jeszcze matury, innych praktyki ale ten czas już i tak będzie wykorzystywany pod kątem rozrywki. Słońce świeci, nie ma wiatru, więc można spokojnie udać się na grill lub jezioro. No a wieczorem o 20:00 zaczyna się długo wyczekiwana gala, na której walczyć będzie Burneika z Najmanem.

Prognozy na całą majówkę również zapowiadają się optymistycznie, dlatego nie ważmy się marnować tego czasu, tylko wykorzystajmy go od początku do końca. Gdy sięgam myślami w dal, widzę te 4 miesiące wolnego i sam już nie wiem jak będę go wykorzystywał. Holandia jest pewniakiem, resztę się zaplanuje, albo przeżyje spontanicznie.

Jedno jest ważne – wszystko planujemy pod rozrywkę, schowajmy rozwagę na te kilka dni do kieszeni. Nie myśl o konsekwencjach (oczywiście jeżeli czyn nie ma szkodliwości społecznej i nikt nie pociągnie Cię do odpowiedzialności karnej), tylko baw się.

Majóweczka jest tylko raz w roku, a wakacje maturalne raz w życiu. Przede mną jeszcze praktyki ale te kilka godzin dziennie spędzonych na siedzeniu na facebooku zleci w try miga. I co później? Relaks. Żadnych zmartwień i problemów. To mi się szalenie podoba.

Wielu z was wda się w wakacyjne miłostki, przeżyje niezapomniane przygody i powiem wam, że warto. Naprawdę warto bo nie ma nic piękniejszego w tym letnim okresie jak wakacyjna miłość, która nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji. Także życzę wam najlepszych wakacji w życiu, udanej praktyki i zajebistej zabawy.

Zobaczymy co dalej.

 

Na zdrowie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie mam charakteru idealnego faceta.

26 kwi

No i co ja na to poradzę? Nic. W sumie nie mam zamiaru nic na to radzić. Jest mi dobrze tak jak jest aktualnie i wiem, że dla nikogo nie będę się zmieniać. Mogę się jedynie pohamować.
Bywa różnie, miewam wzloty i upadki ale staram się nigdy nie spadać niżej, niż poprzednim razem. Mam swoje rozterki i swoje radości, ale nie mam zamiaru emanować tym co we mnie siedzi. Każdy musi zachować coś dla samego siebie.

Ideał – To nie ja i dobrze mi z tym, jestem zbyt młody, żeby musieć starać się o kogoś względy.
Pomyślę o tym dopiero wtedy, gdy skończę 30stkę. Chociaż i to będę musiał przeanalizować – Czy warto?

Różni ludzie, różne opinie – w dupie z opiniami. Ważne jest to by żyć po swojemu, tak jak nam najkorzystniej. Nie musimy patrzyć na innych, bądźmy egoistami bo z tej dobroci i tak nam gówno przyjdzie.

Tak wiem, że istnieje takie coś jak bezinteresowność. Lubię bezinteresowność ale również nie „wylewa” się to ze mnie jakoś szczególnie.

W sumie, to jakoś nie mam wielkich powodów by mi na czymś zależało. Zależy mi jedynie na samodoskonaleniu i rozwoju, by ciągle iść do przodu. Nawet jak niechcący coś spierdolę to nie oglądam się za tym, od jakiegoś czasu mam również zasadę, że jeżeli nawet coś mi się omsknie to też to zostawiam. Gdyby na życiowej drodze coś mi niechcący wypadło z dłoni i zależało by mi na tym szczególnie to i tak bym się nie odwrócił, może drgnęła by mi powieka ale wiem, że jeszcze nie jest czas by się zatrzymywać.

I prędko ten czas nie nastanie.

Gdybym miał rozczulać się nad wszystkim w życiu co mnie otacza to chyba bym nie miał czasu dla siebie, a ten czas jest dla mnie najważniejszy. Ten czas dla siebie, odzyskałem po trzech latach udręki i nie zamierzam go prędko oddać ani poświęcać go dla innej osoby. Zachłysnąłem się wolnością i dobrze mi z tym.

Zobaczymy ile ten sen potrwa, mam nadzieję, że bardzo długo i nikt nie będzie mnie chciał sprowadzać na ziemię, po to bym znów musiał komuś zaufać, już tak dosłownie, bo:

Jestem zadowolony ze swojego życia jak nigdy wcześniej.

I nie mam zamiaru rozstawać się z teraźniejszością tylko po to by komuś było lepiej. Nie obchodzi mnie to, ja sobie potrafię radzić sam to Ty również.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Autorefleksje w życiu codziennym.

24 kwi

„Zamiast Koncentrować się na robieniu rzeczy, trzeba skoncentrować się na robieniu rzeczy właściwych”

W dzisiejszym społeczeństwie ludzi młodych, brakuje świadomości kierunku, do którego zmierzamy. Myślicie sobie – A co mi tam, w końcu coś mnie zainteresuje, kiedyś się ogarnę.
Niestety to „kiedyś” może przerodzić się w „nigdy”. Możliwe również, że będzie już za późno.
Trzeba założyć każdą możliwość, bo życie to ciągłe pasmo niespodzianek.

Więc po co układać plany, jeżeli wszystko może trafić szlag? Ano po to, by temu „szlagowi” zapobiec. Życie bez planu nie ma sensu, bez planu trudniej poradzić sobie z wszystkimi potknięciami, nie ma możliwości ominięcia ich tak, by iść ciągle do przodu i zażegnać przeciwności losu. Na „spontanie” owszem wychodzi, ale rzadko. Z planem szczegółowym – często, jak nie zawsze. Wtedy wiemy, jakie ścieżki awaryjne wybrać, na czym skupić uwagę, czemu się poświęcić i przejść do działania.  Zarys życia powinno się już sobie ułożyć tak około w wieku 16 lat, kiedy wybieramy szkołę średnią, mniej więcej po przeglądzie własnych zainteresowaniach.
To jest pierwszy nasz krok, który stawiamy w przyszłość.

Nie masz ambicji? To nie musisz tego czytać bo i tak do niczego nie dojdziesz. Niestety, taka prawda.

Można łatwo sobie spierdolić przyszłość, więc staraj się tego nie robić, by później nie musieć szukać winnego wśród znajomych, rodziny i otaczającego Cię świata. Wszystko zależy od Ciebie, od tego jak podejdziesz do sprawy. Nikt tego za Ciebie nie zrobi bo to jest Twoje własne życie i musisz wziąć je w swoje ręce.

Myślisz sobie – pierdolenie. Tak to jest pierdolenie. Ale takie gadanie zmusi Cię do refleksji.
Wiem to po własnym doświadczeniu, pierdoliłem wiele spraw, które później odbijały mi się w życiu codziennym, w efektach mojej pracy.

Twoim zajęciem jest nauka – więc się za nią weź. Kogo obchodzi, że Ci się nie chce? Masz takie zajęcie to to rób! Wykorzystasz to w przyszłości, nie będziesz musiał wtedy nikomu marudzić.

Jeżeli chcesz robić to co kochasz, to najpierw pozałatwiaj wszystkie sprawy, które nie są Ci na rękę. Ale załatw je tak by mieć już raz na zawsze spokój.

Z każdym rokiem, życia przegrupowujesz rzeczy ważne i ważniejsze. Robisz sobie kalkulację efektów swojej pracy, które motywują Cię do dalszego działania (jeżeli tak nie robisz to wiec, że do niczego wartościowego w życiu nie dojdziesz).

„Jeżeli nie wiesz do jakiego portu zmierzasz, wiedz, że wiatr sam Cię tam nie zaprowadzi.”

Jeżeli wiesz, to będzie łatwiej Ci łapać nadarzające się okazje, które wykorzystasz w jakikolwiek sposób sobie zażyczysz.  Życie może zacząć toczyć się z górki, jeżeli będziesz potrafić konsekwentnie wejść na sam szczyt. Nie chodzi tu o stoczenie się i zostawienie wszystkiego, nie. Możesz sobie to samemu zobrazować, wiem, że nie muszę Ci tego tłumaczyć. Błyskotliwość to Twoja zaleta.

Po każdej burzy wychodzi słońce i to od Ciebie zależy na jak długo będziesz w stanie je zatrzymać. Pamiętaj, że brak planu jest planowaniem braku i zastanów się co lubisz robić a potem weź się za to. Świat należy do ludzi odważnych i ambitnych, klucz do sukcesu leży u ich stóp. Możesz go, któregoś razu spotkać u swoich, jeżeli tylko zaczniesz żyć konsekwentnie i zrobisz ten cholerny plan. Zapamiętaj to.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowy LECH Shandy.

23 kwi

Wpisu takiego typu jeszcze nie było więc musi być ten pierwszy raz. Martyna mi mówiła – Nie pisz o piwie, bez przesady. No ale ja muszę, no! Więc z góry Cię przepraszam.
W najbliższej przyszłości wprowadzę tutaj podział na działy, żeby wpisy były bardziej przejrzyście poukładane.

Dzisiaj wędrując po Tesco natkneliśmy się na całkiem nowego lecha.

Stojąca samotnie puszka nie musiała długo czekać na moją celebrację bo od razu spodobała mi się wizualnie („pachniała” nowością). Jednak Lech to Lech i taka jasna pucha od razu rzuca się w oczy. Także od ręki chwytając ją udałem się do kasy by spróbować nowości. Lech i Lemoniada? Brzmi nieźle, mogło to smakować jak Red’s, za którym nie przepadam, jednak przełamałem się.

Niestety przy kasie powiedzieli, że produktu w rejestrze nie posiadają(!) No dobra spróbuję dowiedzieć się czegoś od pracującej tam sąsiadki, na którą akurat trafiłem wracając do regału.
No i mnie olśniła – jeżeli nie wchodzi pojedynczo to musi być sprzedawane w czteropakach. Eureka! Powędrowawszy do regału trafiliśmy na uprzejmego pana, który akurat wystawiał piwka na regały, no i na szczęście w swoim ekwipunku miał kilka czteropaków nowego Lecha.

W sumie czteropak lepszy i każdy z naszej trójki będzie mógł spróbować. Tak więc dokonaliśmy zakupu.

Więc pora coś napisać o samym smaku:

Słodkie, kurna słodkie, ale czego ja się spodziewałem po piwie smakowym. Jednak przez tą słodkość przebija się nutka goryczy, która nadaje wszystkiemu idealnej esencji.

Kompozycja? Kij wie – nie znam się. Jednak po smaku stwierdziłem, że jest warty polecenia i opisania w szybkiej notce na blogu. Sam rozmiar puszki jest jak dla mnie niespotykany i rzuca się w oczy.

Można to traktować jako napój gazowany i sądzę iż jest to idealna propozycja na urozmaicenie weekendowego grilla. Do sklepów marsz.

 

Zawartość alkoholu: 2.6%

Pojemność: 0.44l

Cena: 11.99zł

www.menstyle.time4men.pl:
„Lech Shandy nie jest kolejnym piwem smakowym, tylko mieszanką dwóch napojów: piwa Lech Premium oraz specjalnie przygotowanej lemoniady. Odpowiednie zestawienie obu składników przez browarników Kompanii Piwowarskiej pozwoliło na uzyskanie idealnego balansu między piwem a lemoniadą.

Pierwsze na polskim rynku piwo z lemoniadą właśnie pojawia się na sklepowych półkach. Będzie sprzedawane w dwóch innowacyjnych opakowaniach: w nowej, zwrotnej butelce 0,5 l z systemem Lech Easy GripTM (to tłoczone na szklanej powierzchni butelki wypustki, dzięki którym butelka lepiej trzyma się dłoni)  oraz w puszkach o nowej pojemności 0,44 l, idealnie godzącej gusta zarówno miłośników piwa jak i napojów gazowanych.  Będą one dostępne wyłącznie w czteropaku. Sprzedaż będzie prowadzona zarówno w handlu tradycyjnym, jak i nowoczesnym.”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tuż, tuż praktyki!

22 kwi

(plaża w naszej wakacyjnej mieścinie – Vlissingen)

Weekend – powoli się kończy, trzy dni w tygodniu, które emanują pozytywną energia, w które zmartwienia i sprawy z zeszłego tygodnia zostawiasz pod drzwiami, by przywitać się z nimi w niedzielny wieczór lub poniedziałkowy poranek.

Lubię weekendy, zresztą kto ich nie lubi, kilka dni laby, na które czekamy od samego poniedziałku, które zlatują nam szybciej nic trzy dni tygodnia roboczego.

Ale co na to poradzić? Wykorzystać te wolne dni podwójnie, wykorzystać je od samego początku do samego końca. By wybawić się i odpocząć od tego zabiegania.

U mnie weekendy wyglądają różnie, czasem w piątek skoczę gdzieś z znajomymi na piwo, przy okazji odświeżając znajomości z dawno niewidzianymi ludźmi. Jednak stałym punktem weekendu jest spędzenie soboty na wsi. Oderwanie się od miejskiego tłoku i ciągłego hałasu.

Lubię w sobotę z rana (mimo iż czasem po późnym powrocie wydaje się to niemożliwe), wypić filiżankę kawy, wziąć zimny prysznic, ubrać się w dres i wpakować się do auta by przejechać 30km do upragnionego Stawu (tak się nazywa wioseczka). Zawsze jest coś do roboty, znajdzie się również czas na relaks ale najważniejsze są obiadki babuni! Nic mi tak nie smakuje jak jej popisy kulinarne, nawet zwykły schabowy w jej wykonaniu smakuje niebiańsko. Zupy zjadam tylko u niej, nigdzie indziej ich nie tykam(!)

Spędzając tam te kilka godzin, wyciszam się i regeneruję się na kolejny ciężki tydzień. Niedziela zawsze jest dniem przejściowym. Wydaje się być takim sypialnym dniem całego tygodnia, nikt nikogo nie budzi, nikomu się nic nie chce.

No ale co marudzić tydzień sam w sobie jest idealnie skonstruowany. Niektórzy domagają się jeszcze jednego dnia wolnego, ale mi sam w sobie odpowiada.

Najważniejsze jest to, że pozostał mi tylko tydzień szkoły i rozpoczyna się czas praktyk. Od razu po praktykach wybieram się na wakacje do Holandii. Na wypoczynek i do pracy, bo będąc już w pewnym wieku nie zadowala bezsensownie spędzony summer time, a pieniądze zawsze się przydadzą.

Od godziny 8-17 praca w Schooth&Soda, później plaża (mamy do niej 20 minut drogi pieszo). No i dwa weekendy spędzamy w Paryżu.

Także, jestem myśli, że będzie to udany i dobrze wykorzystany czas. Pozostało mi tylko odliczać czas do praktyk. Jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy! I z jeszcze jednego, ale to swoją drogą.

Nigdy nie skończę dwudziestki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Blogersi.

19 kwi

Dzięki wam wiem, że ten blog jest wart prowadzenia i wpisy nie są wklepywane na marne. Co prawda nie zostawiacie komentarzy, z czego bym się niezmiernie cieszył (na to jeszcze przyjdzie pora). Najbardziej cieszą mnie słowa aprobaty z waszej strony, że ludzie potrafią normalnie podejść i powiedzieć, że czytali dany wpis i wypowiedzieć się na jego temat. To naprawdę daje kopa do działania, dlatego wiem, że warto się w to wszystko angażować.

Blogi są aktualnie czymś co wyrasta jak grzyby po deszczu, ale nie we wszystkie wkładane jest solidne zaangażowanie i po chwili znikają. Ten blog jest moim najpoważniejszym projektem, ponieważ nigdy tak bardzo się nie przykładałem do tego co robię. Do zaangażowania zainspirował mnie Tomek Tomczyk, zwany również Kominkiem. Jest to najpopularniejszy polski blogger, który wkłada serce w to co robi i potrafi ubrać swoje myśli w schludną i elegancką formę.

Każdy piszę o tym co chce, każdemu wychodzi to inaczej, no ale nie każdy też się nadaje. Pisanie nie jest łatwym zajęciem, jeżeli nie posiadasz głowy pełnej pomysłów. Codziennie trzeba wymyślać nowy temat, ubrać go w zwięzłą formę no i wystawić na widok publiczny.

Dzisiaj padło pytanie skierowane w moją stronę  „Po co Ty wgl to robisz? Chce Ci się?”

Łatwa odpowiedź  „Tak, chce mi się bo wiem, że ktoś to czyta, że komuś coś to daje i słysząc aprobatę z strony tych osób wzmagam się do działania, poza tym sam się w ten sposób doskonalę”

Blog daje władzę i wolność wypowiedzi (oczywiście aspektów jest więcej, lecz te są dla mnie najwazniejsze), pozwala w dowolny sposób wyrazić siebie, często bywa też wyrazem manifestu. Pisząc mogę w łatwy sposób wyrazić swoje zdanie na widoku publicznym, nic mnie nie ogranicza, nie cenzuruje, ani nikt nie prowadzi za rączkę. Daje to swoistą swobodę, która szalenie mi się podoba.

Temat blogowania doskonale porusza film Jarka Rybusa „Blogersi” naprawdę warty obejrzenia, przybliży wam całą tę formę i atuty blogosfery. Wyszedł on w pełnej wersji (około 17 min) w dniu wczorajszym i od razu dodałem go do swoich zakładek, by móc w chwilach zwątpienia go oglądać.

Teraz was z nim zostawiam.
(niestety nie działa mi tutaj flasch więc łapcie linka)

BLOGERSI

Miłego wieczoru

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biegnijcie po kurczaki!

18 kwi

Wstyd mi za was! Wstyd! Dzisiaj nie poszczędzę w niektórych stronę słów krytyki.

NoVa Park pierwsze wrażenie na mnie zrobiła kolosalne, zwłaszcza, że nie widziałem tamtych rejonów od końca wakacji (czyli jakiś 8-9 miesięcy). Jak na warunki Gorzowa – monstrualna budowla. Powoli tocząc się w stronę parkingu już widzieliśmy masę osób, która tłoczy się przed galerią. Najbardziej rozbawiła nas ochrona na segwayach (dobre rozwiązanie, zwłaszcza, że parking duży). By wiedzieć, że niczego nie tracimy, udaliśmy się przed główne wejście, gdzie masa dzieciaków tłoczyła się paląc fajki (dorośli nie rzucają się tak w oczy z petem). W samej galerii, masa naprawdę ładnych hostess (nie był bym facetem, gdybym nie wspomniał o tym na wstępie). Ale nie o tym mowa, również nie będę rozpisywał się o tym jakie sklepy w owej galerii napotkacie, ponieważ już wpis o tym był. Poruszę dziś temat „Głodnych Gorzowian”

Otwarcie Nova Park (film)

Łapię się za głowę, za każdym razem gdy puszczam sobie ten filmik. Czy oni nigdy nie widzieli KFC, H&M, Media Expert? Piski rozwydrzonych nastolatek lecących kupić sobie nowe ciuszki w promocyjnych cenach (wolał bym wydać więcej i nie robić z siebie kretyna przed masą ludzi, którzy to wszystko nagrywali). Cała chmara wiary rzuciła się w szaleńczym biegu do w/w sklepów – po co? Mnie nie pytajcie. Nigdy nie zrozumiem takich osób, bo gówno mnie obchodzą argumenty w stylu – promocje są, zniżki, gratisy. No i co z tego? Nigdy nie zrozumiem również co jest fajnego w chwaleniu się ciuchami z promocji, wyrywaniu sobie z rąk ubrań, sprzętów elektronicznych, kawałków kurczaka(!?). Co do kurczaka, to naprawdę ludzie, którzy stali w godzinnych kolejkach są dla mnie „miszczami”. Bo kurczaczka sobie wpierdzielę, to nic, że za parę dni będzie mniej osób – ale moje dupsko nie wytrzyma bez” kujćaka”!

Moje dupsko nie wytrzyma bez coli z dolewki. W końcu muszę się pochwalić kumplom, że dopchałem się do KFC w Gorzowie. Tak, jesteście wyjątkowi,  że bezproduktywnie staliście w godzinnej kolejce po żarcie.

Całe otwarcie galerii przyćmiły owe kolejki. Tłumy do Media Expert wpuszczane były seriami, by nie narobić bajzelu w sklepie. Ja rozumiem, że nowość, że niespotykane, wooow! Jacie! Jaka wielgachna, większa niż askana!. No ale bez przesady, szanujmy się. Dziś koleżanka mi powiedziała, że wiele razy została odepchnięta z łokcia w sklepach. Walka o przetrwanie! Jea! Bijcie się o kawałek szmaty, który i tak wywalicie za jakiś czas. Po prostu brak mi słów. To co dzisiaj miało miejsce przeszło wszelkie pojęcia. Oczywiście też wspomnę o miłych i kulturalnych ludziach, którzy przyszli z ciekawości wszystko obejrzeć i tak jak ja popatrzyć na wieśniactwo.

Takich osób nie brakowało, kulturalnie sobie spacerowali, weszli do sklepu, kupili bez pośpiechu cokolwiek zapragnęli (bez robienia wokół siebie całej szaleńczej otoczki).

Hostessy chodziły rozdając gratisy np. bony na 20 zł do wykorzystania w New Yorkerze. No i oczywiście i tu zdarzały się wybryki:

- Proszę pani, mogę dostać dwa lub trzy?!
– Niestety nie, i tak nie wszyscy je dostają, więc może się pani czuć wyróżniona i cieszyć się darmowym bonem.
- Ale ja chcę jeszcze jeden! Jak tak można! (no i zaczęła się kłótnia)

No i widzicie sami, że cholera dając człowiekowi palec, ten rzuci się na całą rękę. Więc po co w ogóle coś dawać, jak i tak będzie ciągle mało? To wszystko lepiej przemilczeć.

Tym akcentem skończmy na dzisiaj bo naprawdę od chodzenia po tej galerii nie mam już sił, a ten cały dzień i zachowanie rzeszy osób rozbiło mnie kompletnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Luźny wpis z cyckami i śniegiem w iraku.

17 kwi

(bądźmy kontrowersyjni, a co!)

 

(żuru wstawił cycki na bloga! jacie! Blog miał być konserwatywny ale już nie róbmy z siebie takich sztywniaków)

Nie każdy dzień musi układać się idealnie, czasami zdarzają się wpadki lub niedociągnięcia. Dzisiaj jestem wyjątkowo rozkojarzony (obrazek tytułowy nie jest niczemu winny) i piszę to zdanie już chyba czwarty raz bo nie mogę się zdecydować co wyskrobać (klik, klik, klik… Backspace… klik, klik, klik… Backspase). No czasami tak bywa, zrobiłem sobie przed chwilą wyjątkowo paskudną kawę, którą zaraz pójdę wylać. Za zaparzanie następnej nawet już się nie biorę bo i tak mi nie wyjdzie. Po prostu nic mi dziś nie wychodzi, mogę lać wodę i lać, aż zaleję całego bloga. Ale po co?

Pisanie akurat wychodzi mi świetnie i nie narzekam na brak tematów. Dziś wspomnę o szukaniu znajomych na siłę, bo napisała do mnie na gadu jakaś 17 letnia małolata, której tudzież poznawanie mnie chyba nie wyszło.

Wczorajszego wieczoru, lub nocy, jak kto woli (jakoś około 1.00?) Dobrze pamiętam Martyno? Mam nadzieję, że tak. Odzyskałem swój stary numer gadu gadu (532880 – podanie publicznie numeru gg, w czasach kiedy rządzi Facebook, nie jest nieroztropne, bo i tak każdy do nas może napisać na owym Fejsbuczku). Myślałem, że usunąłem go na stałe jakieś kilkanaście miesięcy temu, jednak okazało się, że po wpisaniu numeru i podaniu maila dostałem z powrotem do niego dostęp. Ogólnie to nie używam zbyt często gadu, jedynie, gdy ktoś informuje mnie, że nie lubi pisać na fejsie i prosi o przeniesienie rozmowy na GG. No okej, nie ma problemu.

Tak więc odzyskawszy wczoraj swój numer, bardzo zadowolony przeszedłem do importu listy rozmówców (cholera jasna, czy ponad 200 nie jest lekką przesadą?). Z większością osób z listy i tak już nie utrzymuję kontaktu, ponieważ nasze drogi się rozeszły, więc wziąłem się za usuwanie tych wszystkich niepotrzebnych „znajomych”. Oczywiście zrezygnowałem z tego żmudnego zajęcia i wezmę się zaraz za usuwanie hurtowe, jeżeli jest taka opcja. „Wypierdol hurtowo 10 wybranych kontaktów” no i od razu robota by mi poszła szybciej. Niestety łatwo w życiu nigdy nie będzie.

Powracając do tematu i uroku GG, napisała do mnie jakaś 17 latka (bynajmniej ona twierdziła, że tyle lat ma). Jakże ja kocham gadulcową opcję wyszukiwania ofiary i usilnego pierdolenia o niczym. Dziś właśnie wdałem się w taką pogawędkę, w celu uzyskania korzyści haha.

Zresztą poczytajcie sobie sami.

No i niestety cycków nie było, śniegu się nie doczekałem a młoda chyba została skłoniona do porządnych przemyśleń.

Mam nadzieję, na większą ilość takich poszukiwaczy przygód, bo jeżeli będzie mi się strasznie nudzić, będzie to opcją urozmaicania czasu. Nowe hobby? Haha… Nie? Zresztą co ja się będę rozpisywał.

Teraz musze usiąść na spokojnie, zrobić porządek z gadu i przestać się głupio śmiać czytając ciągle tę rozmowe.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NoVa Askana i niewzruszona Panorama

16 kwi

Green Day – Know You Enemy

 

Większość ludzi w mojej mieścinie zachwyca się otwarciem nowego centrum handlowego promowanego pod szyldem „Nove Marki w mieście”. Ano „Nove” może i będą, ale czy ciekawe i czy jest sens otwierania nowych centrów handlowych?

Kwestia sporna, według mnie – nie ma sensu. Dlaczego? W naszej skromnej „metropolii”, w której żyje około 120 tysięcy mieszkańców funkcjonują już dwa centra. Askana i Panorama.

Co prawda te ostatnie, zostało skazane na zapomnienie przez ostatnich kilka lat, ale w końcu zaczyna się tam coś dziać. Od paru miesięcy cały parter przeszedł gruntowny remont, pozmieniano rozmieszczenie sklepów (również na pierwszym piętrze). Otwierają w nim niedługo jakąś spożywkę (nie wiem czy to dobry pomysł. Zwłaszcza, że obok mieści się Tesco, a po drugiej stronie ulicy Lidl).

No cóż każdy ma swoją koncepcję, zobaczymy czy trafną. Na plus panoramy przemawia jeszcze to, że są tam organizowane cyklicznie imprezy, niestety dostała ona miano „lokalnej galeryjki”, do której zaglądają tylko okoliczni mieszkańcy. No i na rzecz Nova Parku sklep Diverse opuścił skromne progi Panoramy. Oby to był jedyny sklep, który rezygnuje z wynajmowania w niej boxu na korzyść nowej galerii

Askana – już od dawna wieje nudą, jedynie co mnie do niej przyciąga do New Yorker, Diverse i jedyne(!) kino w mieście – Helios. Temat korzyści wynikających z przybycia do Askany został wyczerpany. Może kobiety znajdą więcej. Ja niestety kobietą nie jestem.  Coraz więcej pustych boxów, marki, które „pachniały” świeżością kilka lat temu mieszkańcom się już przejadły.

Zielona Przystań – od początku jesieni nic się w nie zmieniło. Kupa betonu i stali wystaje z ziemi „strasząc” okolicznych mieszkańców. Termin wznowienia budowy? – Nieznany. Pozostają jedynie spekulacje. Okolica chyba sprzyja nieudanym inwestycjom, bowiem stojący obok „Watral” budowany z myślą o rozniosłym hotelu, również przez kilka lat stał jako „szkieletor”. Skończyło się na tym, że został w ponad połowie pustym biurowcem.  Jedynym pozytywnym aspektem „Watrala” jest fitness club „StrefaFormy” (siłownia, basen, sauna, salki).

No i nadeszła kolej na Nova Park – Liczby brzmią dumnie 140 boxów, w tym 14 przeznaczonych pod gastronomię (szkoda, że ponad 50 z całości nie posiada najemcy), 910 miejsc parkingowych. Otwarcie pojutrze, a galeria odstrasza dyktami, które w dość nieschludny sposób zasłaniają niewynajęte sklepy. No i w niedzielę zagości w niej Szpak (Kurwa, proszę Was! Litości!) z swoim recitalem. Damn it.

Spójrzmy na rozpiskę sklepów:
http://www.nova-park.pl/katalog

Co widzimy ciekawego? Najbardziej oczekiwane, przez wygłodniałą i zaściankową cześć Gorzowa jest KFC. Też uwielbiam kurczaki ale nie rozumiem wielkiej fascynacji faktem pojawienia się tej restauracji u nas. Ok, będzie bliżej, ale chyba nie macie zamiaru się tam żywić codziennie?

H&M? Jestem w stu procentach za! Lamborghini Coffe, Nord Fisch, InterSport, MediaExpert i Home & You – te sklepy do mnie przemawiają. Reszta albo nie ma ciekawej oferty albo już istnieje w asortymencie Gorzowa.

Także jestem zdania iż, nie potrzeba nam nowego centrum handlowego. Nova Park podpierdzielił klientów siostrzanej galerii Askana, która jest własnością tego samego inwestora co Nova. Co nas teraz będzie ciągnęło na ul. 30-go Maja? Tylko i wyłącznie kino. Ani nie ma tam wyjątkowych sklepów, ani jedzenie nie jest jakieś wspaniałe, a powiew świeżości nowego centrum spod „Dominaty” na pewno przyciągnie rzeszę osób, które zamiast udać się do centrum przyklejonego do Heliosa (teraz będzie można tak to nazywać) będzie wolało udać się do czegoś, co zostało wybudowane z kilkuletnim opóźnieniem. Nie zaszkodzi to Panoramie, kochanej i lubianej, która ma swoich wiernych gości, którzy nie polecą na monumentalną budowlę oklejoną „kafelkami z kibla”, tylko wybiorą przejście się po sklepach i wypicie kawy z Zielonej Budki w zacisznej „Lokalnej Galeryjce”. Poczekamy jeszcze parę lat na Zieloną Przystań i dopiero wtedy się okaże kto stracił a kto zyskał i czy był sens podpierdzielania sobie klienteli.

Na otwarcie Novej oczywiście się wybieram, ale tylko po to by zdać relację tym, którzy nie mają zamiaru przeciskać się wśród tłumu zgłodniałych promocji zaściankowców.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nauczcie się słuchać! – to nie jest blog dla „muodych” ludzi.

15 kwi

Miałem dziś w planach by napisać tu o szanujących się inaczej nastolatkach, o brzuchatych gimnazjalistkach, bieberowych chłopcach i całej gimnazjalnej ewolucji, która miała miejsce na przestrzeni ostatnich lat. Ale stwierdziłem, że zaprzątać sobie głowy gimnazjum nie będę. To nie jest blog dla „muodych ludzi”. Oczywiście dla młodych tak, dla ludzi, którzy wiedzą czego chcą, którzy potrafią szanować chociaż cząstkę siebie i potrafią złapać życie za „jaja”. Nie zmuszam nikogo do czytania tych refleksji, ale jeżeli potrafisz wysłuchać zdanie innych chętnie to przeczytasz. Nie toleruję szpanerstwa, lansu, przesadnej głupoty ani pseudo życiowej mądrości, która leje się z ust osób mających na koncie półroczny związek,  plecaczek doświadczeń i chlapią na prawo i lewo jacy to oni inteligentni, ile to w życiu przeżyli i potrafią doradzić na każdy temat.

Po prostu nie lubię słuchać rad „muodych” osób. Uwielbiam wdawać się w długie rozmowy, słuchać życiowych porad od ludzi, którzy naprawdę mają ten bagaż już ze sobą.

Gdy uzbieram już ten porządny ładunek, to nie chcę przywiązywać się do niego jak pies do swojej budy. Muszę mieć świadomość, że jestem niezależny i nic mnie nie ogranicza, by móc cały ten „plecak” wypierdolić w siną dal i nie obracać się za nim z tęsknoty. Oczywiście przed wywaleniem go, powyciągać kilka najpotrzebniejszych rzeczy i schować je do kieszeni.

Każdy człowiek trzyma w sobie najskrytsze, wyjątkowe i niepowtarzalne wspomnienia lub doświadczenia. Każdemu trudno jest się z czymś rozstać albo obiecał sobie nigdy tego nie porzucić. Chwali się to. Istota ludzka ma to w sobie, że lubi coś zbierać i kolekcjonować.

Bez tych najbliższych nam „rzeczy” nie byli byśmy tym kim jesteśmy. Wspominając o porzuceniu bagażu wcześniej też nie miałem na myśli, że kiedyś go wypierdzielę.  Po prostu gdyby był taki przymus nie chce mieć z tym problemu, chcę być człowiekiem, który wie, że może wszystko i, że mogę zacząć od nowa.

Każdemu bagaż jest w życiu bardzo potrzebny, on nas kreuje, pozwala być wyjątkowymi osobami.

Tylko te doświadczenia trzeba nazbierać samoczynnie a nie pchać je na siłę, by utożsamiać się z czymś, z czym nie miało się nigdy styczności. Tylko po to, żeby komuś zaimponować.

Najważniejsze jest to by imponować samemu sobie, wtedy już z zaintrygowaniem kogoś innego nie będzie najmniejszego problemu. Nie bójmy się mówić o sobie, ale potrafmy też słuchać. Najprzyjemniejsze jest poznawanie drugiego człowieka od podstaw, kreowanie swojej opinii o kimś by później po dłuższej znajomości przekonać się czy potrafimy dobrze sobie wizualizować odbierane bodźce. Trening czyni mistrza, może kiedyś trafimy na kogoś nam idealnego? Z którym będziemy mogli rozmawiać dniami i nocami nie nudząc się ani trochę?

Wszystko jest możliwe, całość nadaje się również do wpakowania w podręczny bagaż. Ładujmy do niego wszystko co możliwe co niesie ze sobą jakąś naukę, która pomoże nam w przyszłości.

Najbezpieczniej jest, któregoś dnia zatrzymać się otworzyć plecaczek, zajrzeć do niego, przeanalizować sytuacje by nigdy więcej nie popełniać tych samych błędów. Przecież nie jest miłe odbębniać nieprzyjemną sytuację, z która miało się już do czynienia kiedyś.

To prawda, że uczymy się na własnych błędach i czasami porady nic nie dadzą, dopóki sami nie odczujemy czegoś na własnej skórze. Słuchając porad reagujemy tylko przytakiwaniem myśląc sobie „przecież mnie to nie spotka”, „jestem w innej sytuacji”.

Gówno prawda, wiele osób przeżywa to samo i naprawdę nauczcie się słuchać. Unikniecie wielu nieprzyjemnych sytuacji. Wierzcie mi, że warto niektórych unikać i wiem, że gdybym wcześniej potrafił słuchać bym ominął wiele sytuacji,  o których wolałbym zapomnieć. Jednakże, przez to sam się „wzbogaciłem” i teraz to ja mogę komuś o tym mówić. Jeżeli tylko dana jednostka wyrazi chęć słuchania.

A tego nam niestety brakuje.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • RSS