RSS
 

Tuż, tuż praktyki!

22 kwi

(plaża w naszej wakacyjnej mieścinie – Vlissingen)

Weekend – powoli się kończy, trzy dni w tygodniu, które emanują pozytywną energia, w które zmartwienia i sprawy z zeszłego tygodnia zostawiasz pod drzwiami, by przywitać się z nimi w niedzielny wieczór lub poniedziałkowy poranek.

Lubię weekendy, zresztą kto ich nie lubi, kilka dni laby, na które czekamy od samego poniedziałku, które zlatują nam szybciej nic trzy dni tygodnia roboczego.

Ale co na to poradzić? Wykorzystać te wolne dni podwójnie, wykorzystać je od samego początku do samego końca. By wybawić się i odpocząć od tego zabiegania.

U mnie weekendy wyglądają różnie, czasem w piątek skoczę gdzieś z znajomymi na piwo, przy okazji odświeżając znajomości z dawno niewidzianymi ludźmi. Jednak stałym punktem weekendu jest spędzenie soboty na wsi. Oderwanie się od miejskiego tłoku i ciągłego hałasu.

Lubię w sobotę z rana (mimo iż czasem po późnym powrocie wydaje się to niemożliwe), wypić filiżankę kawy, wziąć zimny prysznic, ubrać się w dres i wpakować się do auta by przejechać 30km do upragnionego Stawu (tak się nazywa wioseczka). Zawsze jest coś do roboty, znajdzie się również czas na relaks ale najważniejsze są obiadki babuni! Nic mi tak nie smakuje jak jej popisy kulinarne, nawet zwykły schabowy w jej wykonaniu smakuje niebiańsko. Zupy zjadam tylko u niej, nigdzie indziej ich nie tykam(!)

Spędzając tam te kilka godzin, wyciszam się i regeneruję się na kolejny ciężki tydzień. Niedziela zawsze jest dniem przejściowym. Wydaje się być takim sypialnym dniem całego tygodnia, nikt nikogo nie budzi, nikomu się nic nie chce.

No ale co marudzić tydzień sam w sobie jest idealnie skonstruowany. Niektórzy domagają się jeszcze jednego dnia wolnego, ale mi sam w sobie odpowiada.

Najważniejsze jest to, że pozostał mi tylko tydzień szkoły i rozpoczyna się czas praktyk. Od razu po praktykach wybieram się na wakacje do Holandii. Na wypoczynek i do pracy, bo będąc już w pewnym wieku nie zadowala bezsensownie spędzony summer time, a pieniądze zawsze się przydadzą.

Od godziny 8-17 praca w Schooth&Soda, później plaża (mamy do niej 20 minut drogi pieszo). No i dwa weekendy spędzamy w Paryżu.

Także, jestem myśli, że będzie to udany i dobrze wykorzystany czas. Pozostało mi tylko odliczać czas do praktyk. Jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy! I z jeszcze jednego, ale to swoją drogą.

Nigdy nie skończę dwudziestki!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS
  • RSS