RSS
 

Archiwum - Maj, 2012

Nie będę palić, zakład?

30 maj

Wpis – czwarty dzień pod rząd nie zdarzył się tutaj od dobrego miesiąca, ale i tak pewnie nie przebiję rekordowej szóstki, którą umieściłem w drugim lub trzecim tygodniu po założeniu bloga.
Muszę o was dbać i starać się często dodawać teksty bo widzę, że coraz więcej osób tutaj zagląda – a jeżeli skażę się na zapomnienie, to trudno będzie odzyskać to co jest aktualnie.
Czyli was. Uwielbiam się dowiadywać, że coraz to więcej osób odwiedza mojego sunseta.
Lubię jak piszecie do mnie i uświadamiacie mi, że jednak warto i dzięki za wyłapywanie literówek.

Za oknem panuje okropna aura – piździ i targa wiatrem na każdym kroku, no a my troszkę się rozpieściliśmy już tym słońcem. Także nie chcę dziś wyściubiać nosa z domu, no chyba, że przez okno by nacieszyć się przedostatnim dniem palenia, bowiem założyłem się z Szanowną Panią Ćwiek, iż nie ruszę ani jednego papierosa przez cały czerwiec – będzie trudno, cholernie trudno. No ale jest to doskonały trening samozaparcia i okazja sprawdzenia swojej silnej woli.

Chyba będę musiał poszukać jakiejś antystresowej piłeczki i nakupować multum chupa-chupsów by nie dostać pierdolca. Nie ma co sprawiłem sobie zajebisty prezent na dzień dziecka, jednakże jestem z siebie dumny, że podjąłem się tego.

Akcyza rośnie, więc życie palacza robi się nieopłacalne – w sumie opłacalne nigdy nie było, no ale to pomińmy.
Przekalkulujmy sobie wady palenia:

Morda brzydnie od fajek –kurna! To jednak nie wina genów! – Kolejny argument by wytrwać i być może odstawić je już na dłuższy okres lub na zawsze.
Opóźnia gojenie się ran – sercowych przyśpiesza.
Niszczy płuca – słyszał ktoś jak kaszlę? Eh eh ehe ehe ehe – damn
Powoduje raka i choroby serca – Będę się tym przejmował na starość.

Także nie powoduje ani impotencji, ani utraty płodności (kwestia sporna) – najważniejsze, że od tego się odczepili.
Także palisz – możesz zaliczać
Nie palisz – możesz zaliczać
Będziesz grał w gre – Nie zaliczysz, ale przejdziesz poziom.

Taka prosta i przyjemna kalkulacja.
Możesz palić i mieć zdrową męskość, niestety jednak ryjca i płuca masz potargane.
Zobaczymy, po prostu trza o tym nie myśleć i żyć z dnia na dzień, do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. A ja dam radę!

Przyjaciół też mam sprzedawców kurwa… „Jak się z nią ugadamy i odpali nam z wygranej po 10zł to cię sprzedamy”
serek – „ja Cię sprzedam nawet za kebaba” – będziesz chciał kurwa, żeby Cię dokarmić konfituro.

No więc ewidentnie nikt, nie wierzy, że wytrzymam? Ja też. No ale czego się nie robi by…

Szykuje się dłuuugi czerwiec.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiem jak się ustawić.

29 maj

Wkurza mnie, gdy ktoś za dużo sobie pozwala w stosunku co do mojej osoby.
Niektórzy mają ten przywilej – dlatego szybko mi przechodzi.

Tyle tytułem wstępu.

Człowiek dochodzi w życiu do czegoś jeżeli potrafi się dostosować do nowego otoczenia i ma umiejętność ustawiania się w dogodnej sytuacji.
Nie można dać się dmuchać jak balonik i pchać we wszystkie strony, które ktoś sobie wymyśli.
Na wstępie trzeba przedstawić jasno jakie ma się nastawienie do wybranego tematu i utrzymywać to przez cały czas.

To łatwe.

Niektórzy mówią „życie to nie bajka, nie głaszcze Cię po jajkach”. No mnie właśnie głaszcze.
Dostałem ostatnio ofertę współpracy, no i propozycję reklamową. Na razie mi to starczy, ale zapewne w końcu przyjdzie tego więcej.
Znajomi mi mówią, że mam za dobrze w życiu i fart nie opuszcza mnie na krok. Zgodzę się z tym.

Nawet na praktykach w skarbówce trafiło mi się szczęście.
Z początku porządnie wkurwiłem, naszą przełożoną, która w odwecie swojej zgryźliwości posłała mnie samego do działu windykacji (czy jakoś tak). Myślała, że mnie tam zakatują.
No niestety nie udało się jej. Żuru od razu obadał sytuację, przedstawił jasno swoje warunki i podejście do zajęć, no i takim oto sposobem dzień mi zlatuje na walnięciu kilku stempelków, spaniu, czytaniu książki i oglądaniu cycków na kwejku.

Niestety cudnie nigdy nie jest… Facebook zablokowany, joemonster również, w żadne gierki nie pogram, filmu online nie obejrzę… Pozostaje mi jedynie czytanie Onetu, tvn24, gazety lubuskiej i przeglądanie newsów na stronie mojej parafii -,-

Narzekać nie będę, bo w przeciwieństwie do reszty praktykantów nie musze latać z jakimiś papierami, nie składam pieprzonych PIT-ów, nie sklejam teczek ani nie myję kubków.
No a co najważniejsze nikt mi nie wydaje poleceń tylko pyta się czy wykonam jakąś czynność.
Oczywiście polubiłem towarzyszki z biura, w którym przebywam i w większości wypadków się godzę.
No ale nie ma, że od razu, najpierw skończę przeglądać kwejka (swoją drogą nigdy mnie nie podniecał szczególnie i przeglądałem go rzadziej niż raz w tygodniu) albo dokończę czytać rozdział książki.

Przychylność również zyskałem więc panuje między nami luźna atmosfera, która oczywiście dziś za bardzo się poluźniła i kobity zaczęły wchodzić w moje życie prywatne i tworzyć domysły dotyczące moich relacji z osobą, z którą wymieniałem smsy.
Och i ach. Chyba im troszkę miłości brakuje i telenowel za dużo oglądają.

Gdy zaczęły mnie irytować i nie miałem kompletnie co robić wchodziłem do windy i wciskałem za ludzi przyciski – wieem, kreatywne zajecie, nie ma co. Macie lepszy pomysł na zabicie czasu? Ja niestety nie. Nic ciekawego nie da się tam zrobić.

Zapowiadają się zajebiste (-,-) trzy tygodnie i chyba musze udać się do empiku lub biblioteki po masę książek. Zainwestuję też w słuchawki, ponieważ jedna mi się już jakiś czas temu spsuła i niestety jednym uchem nie wygłuszę się od namolnych kobit.

Wyzwanie jest – podołam. Zawsze mi się udaje. A to czy mam banana na ryju pisząc z kimś smsy to tylko i wyłącznie moja sprawa.

Edward Maya – This is my life – podoba mi się tekst :)

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tak o miłości.

28 maj

„Otwieram oczy, jestem świadom, że gdzieś jesteś
Kobieto, która zawróci mi w głowie
W pewnym momencie dostrzegę, że chciałbym Cię zachować na dłużej przy sobie
Zatrzymać każdy wspólnie spędzony moment
A może nigdy tego nie dostrzegę?
Wykładając na wierzch swoją głupotę
Swoje ambicje, które wytaczają mi drogę
Milion myśli tworzy we mnie moment
Chwile słabości budujące ostoję
Przecież założyłem na siebie zbroję
Kobieto, które zawróci mi w głowie,
aby nigdy nie przyszło Ci na myśl, by podstawić mi nogę,
Proszę rozepnij mi tę cholerną zbroję.”

 

Takim oto akcentem zaczynam dzisiejszy tekst. Napięcie zbudowane i nadzieja, że będę pisał uczuciach. A tu niestety… No niestety… macie rację. No to wszyscy wspólnie naciskamy „x” w prawym górnym rogu ekranu.

Ktoś tutaj jeszcze jest? Ooo! To współczuję. Dziwne rzeczy mi siedzą w głowie, pisanie to dobre zajęcie. Pomaga.
Kiedyś potrafiłem pisać sensowne wiersze – miałem dla kogo.
Dziś wiem, że wybór nie był trafny, ale czym byśmy byli bez porażek? Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Kobiety są naszą męską słabością. Mogę być dla wszystkich kobiet facetem widmo, ale tylko wtedy, gdy będę miał kogo złapać za rękę, by móc się pojawić.
Nie dostrzegacie tego co macie, każdy pragnie teraz coraz więcej, nie mając jednej najważniejszej rzeczy – miłości.

Pierdolenie o Szopenie? Gówno prawda? Nie. Nie mamy 17 lat by myśleć jak gówniarze. Czas leci nieubłaganie, a my dostrzeżemy dane nam szanse dopiero po czasie. Wtedy będzie za późno.
Chłopie/Kobieto, gdy kogoś dostrzeżesz nie bądź nachalny, po prostu bądź sobą. Nie buduj związku na siłę – małymi kroczkami do celu. Nie daj się również łatwo zdobyć, lecz subtelnie okaż, że jest szansa byś był częścią drugiej osoby. Budowanie od podstaw jest fajne. Wyjatkowe.
Wspaniale jest mieć kogoś u boku, mimo, że są to wyrzeczenia, ale opłacalne wyrzeczenia.

Niektórzy żyją bez tych zmartwień, obudzą się po czasie. Niektórzy mówią, że im miłość jest niepotrzebna – część z nich kłamie. Nie nam to oceniać, jest to indywidualna sprawa, ale nie warto okłamywać samych siebie. Wszyscy funkcjonujemy na podobnych zasadach, na wzajemnych potrzebach. Więc, nawet jak jakąś anty miłosną wiązankę rąbniemy znajomym, to wiadome będzie, że zakrywamy prawdziwych siebie.

Zakładamy tę cholerną zbroję, bojąc się „podłożenia nogi”, tego, że ktoś nas jest w stanie zranić.
Do związku potrzeba zaufania, do zaufania potrzeba czasu, a przy tym wszystkim przydatna będzie cierpliwość.
Pamiętajcie o podziale, który podałem kilka wpisów wcześniej, w tekście ”sukienki i wiosenne związki„. Przyda się.

Znajomy ma z kobieta taki problem, że za każdym razem gdy zaczyna się starać, ona bierze się za olewanie go. Natomiast, gdy on próbuje się z tym pogodzić i o niej zapomnieć, ona zaczyna znów swoje podchody w jego stronę. Tak jest w ich przypadku ciągle – czego jest to oznaką?

Niedojrzałości z jej strony, głupiej chęci zabawienia się, wytresowania? Bojaźni przed związkiem? Może została kiedyś zraniona?

Gdyby tak było, to nie robiła by komuś innemu tego samego. Gdyby była chociaż trochę ogarnięta, potrafiła by wszystko zrozumieć, nie rzucała by słów na wiatr, robiąc przy tym żmudną nadzieję.

Gdybać sobie można w nieskończoność, do jej głowy i tak nigdy nie wejdziemy, więc prawdy nie poznamy. Można to potraktować jako przykład płytkiej emocjonalnie zabawy, która tylko potrafi niszczyć człowieka i zabierać mu czas.

Życzę wam abyście na takie nie trafiali i aby kobiety nie trafiały na facetów z takim tokiem rozumowania.

Niektórych wyborów nie da się powtórzyć.

 

r.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mogę nawet tylko siedzieć – sposób na podryw.

27 maj

Chcesz poderwać dziewczynę (lub bardziej zostać poderwanym)?
Usiądź sobie w parku, weź do ręki brudnopis i zacznij skrobać cokolwiek Ci przyjdzie na myśl (ja oczywiście temat miałem wybrany). Pół godziny siedzenia i podeszła do mnie pewna dziewczyna (miała sukieneczkę, miała) – z początku ciekawska co piszę, a ja z reguły namolne i ciekawskie osoby zlewam, więc postąpiłem tak i tym razem. Wywiązała się rozmowa ale bez głębszego tematu.

Przyszedłem tylko wyskrobać parę linijek, nie lubię jak się mnie rozprasza. Poszła sobie – przyszła jedna to i przyjdzie kolejna – pomyślałem.
Niestety się myliłem, ale po około 15 min (przy pisaniu zleciało jak moment) przyszła z powrotem. Miała tym razem wsparcie – koleżankę.

Wtedy wywiązał się dość dziwny dialog (piszę z pamięci więc mogę poprzekręcać słowa, ale zachowam ten sam sens):

Ona – Więc dla Onetu, tak?
ja – No tak, ale to dopiero forma sprawdzenia się.
ona – W jakim sensie?
(tutaj trochę zajęło objaśnianie tematu)
ona – To czyli masz duże szanse, że Ci wyjdzie?
ja – No powiedzmy, ujmijmy to tak.
ona – I co wtedy?
ja – haha nie wiem, jeszcze mi nie wyszło.
ona – Ale jak wyjdzie to będziesz wtedy rozpoznawalny?
ja – Jak wyjdzie. No ja nie… ale moje teksty tak.
ona – Ale swoje zdjęcie możesz wstawić w tekście, albo z towarzyszem do oglądania meczów (dziwny  ruch brwiami)
ja – haha no przecież to ja decyduję o czym piszę i to ode mnie zależy forma publikacji.
ona (błysk w oku)
(wtrącenie koleżanki)
- Twoja dziewczyna muuusi być z Ciebie dumna…

Cóż za subtelne wybadanie gruntu, nie sadzicie?

Ja – Może i by była ale no nie mam.
(wzajemny uśmiech dziewcząt)
ja – W sumie to nie chcę mieć (los sam mną pokieruje)
koleżanka – z jakich powodów
ja – z takich o jakich myślicie
ona – a skąd wiesz o czym myślimy?
ja – potrafię wybadać teren
ona – może niedługo zmienisz zdanie
ja – nic nie przewiduję

Dalsza część rozmowy pozostawię dla siebie, a po wyżej przytoczonym dialogu idzie się domyślic w czym rzecz.
Ostatnimi słowami było „znajdź mnie na facebooku”
Hmm… nie łatwiej zostawić numer? W dzisiejszych czasach numer telefonu jest dopiero kolejnym punktem wysublimowanego podrywu. Ludzie lubią sobie komplikować życie lub powiększać grono „znajomych” na FB. Nie jara mnie to. Niestety. To, że poleciała na onet mnie nie przekonuje do rozpoczynania znajomości.

Kurwa niektórzy mają problem z podrywem, a ja nie kiwam palcem tylko gibam długopisem w ręku i ot jaki psikus.
No ale co to za frajda jeżeli już widzę, że nie musiałbym się specjalnie starać, a to właśnie staranie się jest frajdą samą w sobie, ta niepewność przy brnięciu do czwartej bazy. Nie lubię jak coś przychodzi mi z łatwością, to tylko psuje budowanie napięcia. Facet.

Zdziwiło mnie ich pytanie „jakich czytasz gazet?”
Ale też potrafiłem zadziwić: Forbes, Neewsweek, Uważam rze, Logo, Maxim i Top Gear.
Duże pole manewru co?
Na słabego nie trafiły ale temat też był podjęty. Dlaczego? Czemu akurat te?
Nosz kutwa – lustracja? Zaintrygowało mnie to.
Chyba jednak nie warto tracić nadziei w współczesne dziewczyny.

No ale dla faceta czyniącego już kroki w pewnym kierunku to nie robi wrażenia.
Nie lubię zmieniać celów i zmieniać ich nie będę. Dzisiejsza sytuacja może być jedynie historią do opowiedzenia, nic dalej ciągnąć nie będę. Pozostawię to w punkcie początkowym.
Powiem tylko jedno – było miło ale bez szału. Staniki nie latały.
Szał już mam.
Nowe doświadczenie, ot tyle. Głupi? Kwestia sporna. Ale znam swoją i innych wartość więc tego nie porzucę.

 

 

r.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chillout zakrapiany wkurwieniem.

27 maj

(Tak mam burdel na biurku, używam każdego nowego wydania maxima jako podkładki, zdradzam Westy i palę marlboro, tak to są chujowe slimy, mam obrazek święty na biurku i nie nie gram w tego głupiego Heroes, który wpieprzył się w kadr a na laptopie włączyłem sobie dniówke na Poligamii - nie by posłuchać o nolifach tylko by posłuchać kogoś, kto zawsze ma dobry humor)

Poświęciłem dziś ponad 90 min swojego życia by obejrzeć w cholerę nudny mecz, poświęcam kolejne minuty by napisać głupi Onetowski tekst o reprezentacji. Poświęciłem sobotę by swoją uprzejmością pokazać troskę i jeszcze kilka rzeczy, które zachowam dla siebie – poświęciłem siebie.

Teraz siedzę na dupie wypalając kolejnego cholernego papierosa by zebrać myśli. Zaraz sięgnę po piwo do lodówki, wypiję je w kilka min i pierdolnę się do łóżka zostawiając wszystkie zmartwienia głęboko. Niektóre sprawy miały mnie już nigdy nie dotyczyć – pomyliłem się, bo kurwa zapomniałem, że historia lubi się powtarzać. Mam gdzieś te błędne koło i wszystkie nieodpowiednie osoby.

Naglą mnie terminy – na jutro musze oddać dwa cholerne teksty, których tak szczerze nie mam ochoty nawet pisać. Aktualnie.

Kopy w dupę są cholernie niemiłe, bywa. Cóż marudzić czasem można, wiać powagą nie zamierzam. Kryzys może mieć każdy z nas – mi pomaga to, że mogę się wypisać i wrzucić to na widok publiczny. Wrzeszczeć nie zamierzam, a słowo pisane zostaje na dłużej, gdy jeszcze kiedyś wpadnę na jakiś cholernie głupi pomysł będę czytał ten tekst, emanujący wkurwieniem, zażenowaniem i wyrzutami kierowanymi w stronę anonimów.

Czasem trafiają się zajebiste dni, a tu jeb! Jeszcze dopierdala mnie widmo cholendarnie nudnych praktyk w skarbówce. Damn! Jutro też pewnie będę latał nabuzowany, i będę wypalał fajka za fajkiem – tylko jeszcze sklepy będą pozamykane, trzeba będzie zapierdzielać na stację.

Zbiera się coraz więcej rzeczy, które wyprowadzają mnie z równowagi. Równowagi, która jeszcze niedawno była niezachwiana. No bywa! Co poradzić?

Sobota – spokojny dzień, tylko, że telefon mi się w pewnym momencie urywał. Czy nie można już mieć chwili spokoju? Można napisać sms, odpisałbym, gdybym miał czas.

W soboty telefon mam przy sobie tylko po to by sprawdzić sobie kurwa godzinę, a nie wysłuchiwać ciągle brzdękolenia dzwonka albo kurwa, żeby po dupie ciągle masowały mnie wibracje. Gdybym chciał sobie wymasować dupę – poszedłbym do salonu masażu.

Sms! Naprawdę w soboty używajcie tylko tego w stosunku do mojej osoby.
Specjalnie wyjaśniam, kutwa coś dnia poprzedniego by w ten jeden dzień mieć święty spokój.

Mógłbym w soboty nosić przy sobie tylko zegarek – niestety nie chce mi się.

Damn! Doczepił się trochę co? Przynajmniej mi lepiej, to i tak tylko jeden z tematów, do których mam cholerną ochotę się przyczepić. Jeszcze wypiję sobie piwko i w ogóle będzie bajunia. Bajunia zakrapiana wkurwieniem.
Miałem też palić cholerne slimy, by nastawić się na rzucenie, no ale bez normalnego fajka się nie obędzie.

Dobranoc.

Ciebie też mam w dupie Onecie – nie będę lizał dupy, jeżeli temat mnie wkurwia i superlatyw nie napisze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sukienki i wiosenne związki.

24 maj

Wiosna, lato za pasem, na ulicach pojawia się coraz więcej zwiewnie ubranych dziewcząt – Podoba mi się to niezmiernie.
Dziewczyny ubierajcie sukienki, wyglądacie w nich tak zajebiście!
Od jakiegoś czasu zacząłem to dostrzegać – kurna kiecki są wporzo, zwłaszcza, jak odziana jest w nią jakaś niewysoka dziewczyna – och i ach, po prostu brak mi słów, patrzeć mogę godzinami – przepraszam, jeżeli robię to zbyt obscenicznie haha. Nie no żartuję nie gapię się jak pies na kawał kości, ale zawiesić oko można. Chyba nie macie nic przeciwko?

Słońce wschodzi coraz wcześniej, dni są coraz dłuższe więc dużo osób szuka sobie w tym okresie drugiej połówki, która będzie w stanie urozmaicić, pomóc mile spędzić, dodać niezapomnianych przeżyć i wypełnić nadmiar wolnego czasu w każdy coraz dłuższy dzień.
Prawda – pary o wiele lepiej niż single wyglądają spacerując słonecznymi ulicami. Wielu przepełnia ten widok radością, dla innych – ludzi nie mogących na nikogo przelać swoich uczuć jest to prawdziwa udręka. Udręka, która doskwiera w każdy wiosenny i letni wieczór, gdy tylko wyściubiają nos na zewnątrz, czują się atakowani przez wszystkich zakochańców. Złe podejście – zmieńcie to.
Po co komuś żałować, przecież możecie mieć to samo, wystarczy tylko trochę starań, zaangażowania i wytrwałości. Nic nigdy nie jest podawane nam na tacy. Oczywiście jeżeli urodziliście się w rodzinach o milionowych posagach nie kieruję do was tych słów. Zapewne nie ma tu takich, oni spędzają czas na mainstreamowych zajęciach. Blog jest mało kozacki, jeżeli jest się tylko i wyłącznie odbiorcą treści.

Dobra, wracając do tematu tworzenia się coraz większej ilości związków – nie ma co się temu dziwić, pora odpowiednia, pogoda sprzyja wytwarzaniu feromonów, no i jakoś tak czuć chemię w powietrzu. Człowieka przepełnia radość i każdy z jej nadmiarem chce się nią z kimś podzielić. Niezmiernie podobają mi się takie widoczki, swoją obecnością przystrajają każde miejsce, które nawet niespecjalnie grzeszy urokami.

Związek – fajna rzecz, wspaniały stan bycia.
Nie powinniśmy go tworzyć tylko po to by z kimś lepiej wyglądać, by się pokazać, lub by przyszpanować. W sumie nie jesteśmy już dzieciakami, więc takie gadanie jest zbędne, wszyscy wiemy czego nam potrzeba, co jest dla nas najlepsze i czego od partnera oczekujemy, ale co niektórzy dalej kierują się kategoriami „łoh szpan”.
Kurwa po prostu jak kogoś poznasz, spodoba Ci się charakter, nie będziesz mieć większych zastrzeżeń co do wyglądu to bierz się do działania. Nic nie będzie czekać wiecznie, tego kwiatu jest pół światu – ale konkurencja duża. Niestety nie masz monopolu na rynku. Zapamiętaj. Jeżeli jesteś dużo bardziej atrakcyjny niż średniacy, to się ciesz, bo zostaje Ci przydzielona „karta rabatowa” na większość dziewcząt z okolicy. Chamskie pojęcie wiem – no ale co do niektórych to pasuje. Jeżeli nimi nie jesteście to nie macie co się fochać, gniewać i gaworzyć na mnie. Po prostu przyznacie mi rację.

Nie lubię narzekania, w stylu „znowu w życiu mi nie wyszło” – w jakim sensie? No olała/ olał mnie.
No to niestety już tylko i wyłącznie Twój problem, nie potrafiliście zatrzymać kogoś na dłużej – czyli nie jesteście zbyt interesującymi osobami. Nie każdy jest stały w uczuciach lub nastawiony na zerowe pole manewru i nie łapie się wszystkiego co mu podrzuci los pod nos. Po prostu żyjemy na metodach prób i błędów. Poznając kogoś bliżej oceniamy czy chcemy się z tą osobą wiązać, niekiedy czujemy, że jest ona tak wspaniała/zajebista, że boimy się to wszystko spierdolić związkiem, lub wyrzuceniem swoich uczuć na zewnątrz. No cóż – złe podejście. Jeżeli nie zaryzykujesz, nigdy nie poznasz odpowiedzi co jest chyba dużo, gorsze niż przejechanie się i zdobycie nowego doświadczenia. Czyż nie?

Wielu ludzi o tej porze roku poznaje osoby, o których istnieniu nie miała pojęcia, a okazują się one tak zajebiste, że nie wyobrażają sobie spędzenia dnia bez ich towarzystwa – dobry znak.
Tylko gdzie takich osób szukać? Nigdzie, same się napatoczą, jeżeli już masz doświadczenie w tych klimatach to wiesz o czym mówię.
Każdą znajomość z osobą płci przeciwnej można podzielić na kategorie:
- Znajomość, która zakończy się  po kilku tygodniach.
- Znajomość, która przetrwa dłuższy okres czasu i przetrwa wiele prób.
Ta druga z kolei dzieli się na:
- Znajomość, która skończy się na przyjaźni.
- Znajomość, która przerodzi się w coś więcej niż tylko przyjaźń.
Tylko i wyłącznie od was zależy jak potoczą się sprawy i ile z siebie dacie w tych działaniach.
Gdy obierzecie tę drugą ścieżkę, droga do pełni szczęścia będzie przed wami otwarta na oścież.
Wystarczy tylko pokonać parę zakrętów i będziecie w domu.

Obie alternatywy podpisane do drugiej opcji pierwszego wyboru są dobre – tylko musimy ludzi odpowiednio dobierać. Nie myślmy też w liczbie mnogiej nad drugą opcją pierwszego wyboru, bo to do niczego oprócz zadowolenia sfery powierzchownej nie doprowadzi.
A chyba nie tego chcecie?

To już pozostawiam wam do własnego, wnikliwego przemyślenia i przeanalizowania sytuacji w jakiej się znajdujecie lub do podjęcia przez was działań, by nie patrzeć się tylko na te pary chadzające wieczorami po wszelakich romantycznych miejscach, gdzie tylko druga połówka wydaje się nam najważniejsza i na inne troski i zmartwienia nie ma miejsca.

Po prostu weźcie się do działania i zróbcie coś w końcu z swoim życiem.
Szkoda naprawdę czasu, na niepewności i bawienie się uczuciami bo może to się do nas odwrócić, no i znajdziemy się w nieciekawej sytuacji z wyłącznie chujowymi opcjami do wyboru. Także lepiej dołączyć do tych wspólnych spacerów i dzielenia się sobą z inna osobą (jeah rym jak nic!).

Więc, do roboty – nic nie czeka wiecznie. No i okazja może się nie powtórzyć.

 

r.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odgłosy miasta.

22 maj

Od jakiegoś czasu coraz rzadziej zakładam na uszy słuchawki, w ostatnim tygodniu nie miałem ich na sobie wcale.  Zacząłem dostrzegać to, że wiele mnie omija gdy wygłuszam się muzyką na doznania zewnętrzne. Uwielbiam słuchać tych wszystkich odgłosów towarzyszących mi przy porannej drodze na praktyki. Dźwięki silników, odgłosy wiatru szumiącego między liśćmi drzew w parku, śpiew ptaków a nawet odgłosy kroków gdy przechodzę brukowym chodnikiem.
Mój dzień zaczyna się wtedy o wiele lepiej – współgram z otoczeniem. Mam czas na załączenie się przez te kilkanaście minut drogi, na złapanie spójności z tam co mnie otacza.
Odgłosy miasta potrafią niekiedy bardziej rozluźnić niż niejeden klasowy muzyk.
Wsłuchując się dokładnie potrafię dostrzec, że żadna sekwencja się nie powtarza, że cały ten ciągły „utwór” prezentuje coraz to nową linię.

Wieczorami, zasypiam przy szumie, przejeżdżających samochodów, czasami zdarza się, że w pobliskiej elektrociepłowni wypuszczają parę z kominów wychładzających. Towarzyszy temu ciągły huk, który naprawdę niektórych może denerwować, dla mnie jest to oznaka tego, że zbliża się lub jest już lato. Mogę bowiem nieskrępowanie, przy otwartym oknie odpoczywać wieczorami. Wtedy te wszystkie bodźce do mnie docierają. W okresie zimowym to wszystko wygłuszają okna.

Niektórzy, wolą ciszę i spokój – ja w błogim wygłuszeniu bym nie mógł normalnie funkcjonować, czułbym się zbyt wyalienowany. W nocy można również usłyszeć rozmowy osób przechodzących nieopodal, przy ważniejszych sportowych spotkaniach, odgłosy ekscytacji kibiców zebranych tuż obok w ogródku piwnym przed telebimem. Każdy z mieszkańców tworzy element całości, każdy dźwięk zgrany z pozostałymi tworzy melodię.
Nie dostrzegamy tego na co dzień, a naprawdę warto.

Moja okolica ciągle tętni życiem. Dlatego nie chcę się ciągle wygłuszać  muzyką, mogę się nią co najwyżej dostroić, ale z umiarem, by niczego istotnego nie przegapić.

Jeszcze w te parne i duszne wieczory czuję się po prostu w pełni wyciszony i spokojny.
Każdy ma swój sposób na stworzenie własnego azylu. Moim jest piękna, urozmaicana coraz to nowymi doznaniami, otaczająca mnie codzienność.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piękny czas.

21 maj

(Trójca z 3B Milena, Martyna i Żuru, no i oczywiście zawsze szczęśliwy Rudy)

Mimo, że mam praktyki to czuję już wakacje pełną gębą Mistrzowsko spędzony weekend  zwieńczają niesamowite wspomnienia, które pozostaną w naszych głowach na dłuuugie lata.
W sumie niektórych rzeczy nie da się nie zapomnieć. Skoro już zwolniłem to trzeba zbierać je na nowo.

Ostatnio zaglądałem tutaj kilka dni temu i trochę zaniedbałem terminowe wrzucanie notek, ale no nie miałem możności i za bardzo czasu by poświęcić te 30 min by coś wyskrobać. Obiecuję, że ułożę sobie tak plan dnia, że wpisy będę dodawać częściej. Jutro oczywiście pierwsza część dnia zawalona bo musimy się uwinąć do 12 z uzupełnianiem akt pracowników, ponieważ na 12 mamy Audit, no i pewnie do każdego niedociągnięcia się doczepią.

Ogólnie rzecz biorąc dziś zostawię ten wpis w luźniejszej formule, jakimś sensownym tematem zajmę się jutro – dziś korzystam z każdej wolnej sekundy i piszę cokolwiek przyjdzie mi na język. Zaraz wezmę długą kąpiel, włączę sobie jakąś część Bonda i wcisnę się w fotel wpieprzając pizzę i michałki – pierdolę, że po 22 jem, raz na jakiś czas mogę sobie pozwolić.
Innej formy zwieńczenia dnia nawet nie przyjmuję do wiadomości, na agenta 007 i dobrą pizzę czaję się już od kilku tygodni i nie mogę się za to zabrać, ale obiecałem sobie, że na wszystko muszę znaleźć czas i subiektywnie będę to wprowadzał w życie. Znajduję czas na coraz więcej rzeczy i powiem szczerze, że zaczyna mi się to podobać, również jak relacje z pewnymi osobami.

Chyba wybrałem odpowiednią formę swojego własnego programu naprawczego, jestem z niego dumny. Wszystkie sprawy idą w dobrym kierunku i większość doprowadzę do końca, nie będę się z niczym pierdolił, niewykorzystane okazje się nie powtórzą i muszę sobie to wbić do swojej łepetyny.
Dostaję wiele szans od życia i dostrzegam jego superlatywy.
Dostrzegam też coraz większy udział w nim, niektórych osób – o tym tez napiszę osobny wpis w najbliższych dniach.

Dziękuję i życzę miłego wieczoru.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Carpe Diem

16 maj

… czasem warto zagrać w kapsle…

R.

Każdy szuka czegoś dla siebie, chce znaleźć własne miejsce, stworzyć tam swój azyl i wiedzieć, że może w nim wszystko. Do swojego życia dobieramy sobie ubiór, muzykę, książki, dekoracje, wyposażenie, dodatki. To co nam się tam w główkach roi jest odpowiedzialne za nasze jestestwo. Za to kim obecnie jesteśmy, a zarazem co z nami będzie za parę lat. Czym się zajmiemy wynika w większości z upodobań z tego jaką ścieżkę kariery obierzemy. Nie jest łatwo decydować o swoim życiu na zawołanie, musimy wszystko sobie przeanalizować od deski do deski. To jest najbezpieczniejszą opcją.

Opcją, która zapewnia nam byt. Musimy również o niego zadbać – dając z siebie wszystko.
Azyl – we własnym każdy czuje się najlepiej. Mój od września zostanie przeniesiony w większe miejsce, w którym będę mógł bez krępacji robić cokolwiek mi się podoba. Tak jest również teraz, ale całe mieszkanie na własność jest chyba lepszą opcja. Muszę sobie to wszystko jeszcze przeanalizować. Zrobić spis „za” i „przeciw” – to zawsze mi pomaga w podejmowaniu epokowych decyzji. Teraz mam wszystko pod nosem, dbam tylko o moje własne 4 ścianki. Tam już niestety będę musiał się wysilić bardziej, zadbać o „więcej” ścianek. Wszystko robić samodzielnie, najbardziej przeraża mnie zasypianie i budzenie się w pustym mieszkaniu. Samotność jest dla człowieka najgorsza, gdy nie może do nikogo otworzyć japki, tylko musi zająć się samym sobą.

Jednakże jest to dla mnie również nowym wyzwaniem, a ja kocham wyzwania.

Ostatnimi dniami w ogóle nie mogę się odnaleźć. Sam nie wiem już czego oczekuję od życia.
W firmie myśli mi się lepiej niż gdziekolwiek indziej – nigdy tak nie było.
Nie potrafię znaleźć dla siebie żadnego dobrego albumu do przesłuchania.
Bezsensownie przewracam kartki Maxima, zawracając sobie głowę różnorakimi myślami.

Brakuje mi w życiu wielu rzeczy. U każdego faceta przychodzi w życiu pewien moment, kiedy nudzi się tym co ma dotychczas. Mi również się wiele rzeczy znudziło, potrzebuję zmian, czegoś nowego. Czegoś co mnie napędzi do dalszego działania. Mógłbym godzinami opisywać i wymieniać rzeczy, których mi brakuje. Niestety jest tak, iż mam ustalony przez siebie limit długości notki i nie chcę go znacznie przekraczać. Dopuszczam jedynie granicę poślizgu +/- 200 słów (podstawa to 600).

Najbardziej odczuwalnym brakiem w moim życiu jest… no właśnie. Jest coś przed czym się opieram. Jest to diabolicznie trudne, niestety nie potrafię się przekonać. Cholera jasna, wkurzam sam siebie tym, że jestem takim palantem. Palantem, który patrzy tylko na siebie. No niestety z moim podejściem – tak muszę.

Rozterki młodego żura. Ach, wszystkie braki są do nadrobienia. Wszystko można pozaliczać, do wszystkich punktów, które się opuściło można powrócić w dowolnym momencie.
Dobrze jest zostawić swoje uprzedzenia w tyle, dobrze jest wypierdolić bagaż, o którym wspominałem kilkanaście nitek wcześniej. Nie chcę się szufladkować, ale chcę na moment zwolnić. Nie zatrzymywać się, tylko na chwilę zredukować bieg, by móc w spokoju rozejrzeć się dookoła. Wtedy wówczas mógłbym śmiało zacząć doceniać wszystko co mam, wszystkie osoby w moim otoczeniu, podziękować im za to, że są.

Tak też zrobię. Zwalniam tempo na parę dni. Zobaczymy jak to się wszystko ułoży. Muszę się zacząć cieszyć tym co mam i odpuścić w końcu ten bieg, za lepszym jutrem, ponieważ teraz mam wspaniałe dziś. I to tak naprawdę się liczy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historia (nie)lubi się powtarzać

13 maj

(2010r.)

(2012r.)

 

 

Do refleksji nad tym tematem nakłoniła mnie spółka Multimedia Polska, której to niemała reklama znów rzuca się w oczy z mojego okna.

Reklama wysokości porównywalnej do mojego bloku (4 piętra) znów, po półtora roku przyćmiewa całą okolicę, w nocy hałasując niemiłosiernie, bowiem ma podłączony, dość duży agregat zasilający oświetlenie, które na domiar złego odblaskiem napierdziela mi w okno… Ja po prostu kocham halogeny!
Potrafię wytrzymać halogeny oświetlające parking Tesco, które są jakby specjalnie wycelowane w okno mojego pokoju hahah (oszczędzam na świetle).
Powracając do głównego tematu, czy nie mieliście nigdy tak, że pewne sytuacje przytrafiały się wam, mimo iż już kiedyś mieliście z nimi do czynienia?
Dawno zażegnane, przykładowo przeciwności losu przytrafiały się wam ponownie?
A nawet bardzo przyjemne sytuacje do was powracały?

Zakładam, że tak, ponieważ chyba każdy miał już z takim czymś do czynienia. Nawet na przestrzeni wieków widać zależności i momenty, które potrafiły wybić się wtórnie.
W moim życiu historia powtarza się co roku, jakoś w kwietniu? Chyba tak, gdy budzę się z szkolnego snu zimowego i dostrzegam, że moja sytuacja wygląda co najmniej nieciekawie. Nie chciałbym używać tutaj mocniejszych określeń.
Innym przykładem mogły by byś ekscesy miłosne, które wyglądają mniej więcej tak samo.
Na szczęście nie mam z nimi do czynienia! Mnie nie złamiesz.
Historia w naszym życiu powtarza się nieustannie, ta sentencja, jakże przez nas zapomniana, trwa ciągle w naszym otoczeniu.
Czyżbyśmy nie uczyli się na własnych błędach? Nie byli zapobiegliwi?
Jesteśmy – w większości przypadków , jednakże wiele razy przywołujemy te przyjemniejsze sytuacje po to by przeżyć je raz jeszcze, dlatego, że nacieszenie się nimi jednorazowo nie wystarcza.
Niestety pewnych przeżyć nie da się odczuć tak samo dogłębnie jak za pierwszym razem, którymś razem z kolei już w nas to tak nie emanuje i nie pobudza takich samych emocji, jakie obudziło przedtem. Niestety.

Każdy nas przeżył w życiu piękne chwile, które chciałby powtórzyć. Dlaczego akurat o nich „historia” zapomina, dlaczego akurat na ich wtórne przeżycie nie kieruje nas los?

Dlatego, iż by mieć w życiu piękne chwile musimy wziąć los w własne ręce i nie czekać jak książęta i księżniczki na zbawienie. Nic do nas samo nie przyjdzie, nie, życie na nasze nieszczęście nie jest aż tak piękne. Bez odrobiny odwagi i ryzyka nic ciekawego nie przeżyjemy, nic interesującego nie przyjdzie do nas samo. Musimy sami wyłapywać okazje, bo los nie jest miłosierny. Ten tam u góry, też nas nie pcha jakoś szczególnie w te wszystkie łaski. Musimy sami o siebie zadbać, nikt za nas tego nie zrobi, każdy ma nas w dupie, „samarytanów” jest w naszym kraju jak na lekarstwo. Każdy patrzy tylko i wyłącznie na swój stołek.

Nie możemy również marnować okazji, nie pchajmy się też w nieopłacalne inwestycje.
Jeżeli do czegoś dążysz, próbujesz coś osiągnąć i mimo Twoich usilnych starań nie otrzymujesz efektów – wyrąb się na to. Zajmij się czymś innym, zanim będzie za późno.
W miłości i dążeniu do niej lub pogłębienia znajomości jest tak samo, jeżeli na czymś Ci zależy i do czegoś dążysz, ale spotykasz się z ciągłym odrzucaniem i dostrzegasz brak efektów – również daj sobie spokój. Po co masz sobie przystwarzać problemy? „Tego kwiatu jest pół światu”, na jednym się świat nie kończy – można się kłócić. Jeżeli ktoś czytał książkę pt. „Mały Książe” ten wie o co chodzi. Bynajmniej myślę, że każdy uważający się za inteligentnego powinien ją znać.  Inaczej nie warto rozpoczynać dyskusji. Tak więc pamiętajcie aby dać sobie spokój z czymś co nie owocuje i poszukajcie sobie innego gruntu pod „budowę”, spraw emocjonalnych. Korzeni nie da się łatwo wyrwać. Dlatego też ich bez potrzeby nie zapuszczajcie.

Trochę starań i wszystko da się osiągnąć. Wszystko co ma chociaż trochę sensu i aprobaty.

„Jesteście piękne, lecz w środku puste. Za was nie można umierać.
Oczywiście, jeśli chodzi o moją różę, to zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest ona do was podobna.
Ale ona jest ważniejsza niż wy wszystkie razem wzięte, bo tylko ja ją podlewałem.
Bo ją jedną nakrywałem kloszem, bo ją jedną osłaniałem parawanem.
Bo tylko na niej tępiłem gąsienice (zostawiając dwie czy trzy na motyle).
Bo tylko jej słuchałem, jak się żali, jak się przechwala, czy nawet jak milczy. Bo to jest moja róża.”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • RSS