RSS
 

Odgłosy miasta.

22 maj

Od jakiegoś czasu coraz rzadziej zakładam na uszy słuchawki, w ostatnim tygodniu nie miałem ich na sobie wcale.  Zacząłem dostrzegać to, że wiele mnie omija gdy wygłuszam się muzyką na doznania zewnętrzne. Uwielbiam słuchać tych wszystkich odgłosów towarzyszących mi przy porannej drodze na praktyki. Dźwięki silników, odgłosy wiatru szumiącego między liśćmi drzew w parku, śpiew ptaków a nawet odgłosy kroków gdy przechodzę brukowym chodnikiem.
Mój dzień zaczyna się wtedy o wiele lepiej – współgram z otoczeniem. Mam czas na załączenie się przez te kilkanaście minut drogi, na złapanie spójności z tam co mnie otacza.
Odgłosy miasta potrafią niekiedy bardziej rozluźnić niż niejeden klasowy muzyk.
Wsłuchując się dokładnie potrafię dostrzec, że żadna sekwencja się nie powtarza, że cały ten ciągły „utwór” prezentuje coraz to nową linię.

Wieczorami, zasypiam przy szumie, przejeżdżających samochodów, czasami zdarza się, że w pobliskiej elektrociepłowni wypuszczają parę z kominów wychładzających. Towarzyszy temu ciągły huk, który naprawdę niektórych może denerwować, dla mnie jest to oznaka tego, że zbliża się lub jest już lato. Mogę bowiem nieskrępowanie, przy otwartym oknie odpoczywać wieczorami. Wtedy te wszystkie bodźce do mnie docierają. W okresie zimowym to wszystko wygłuszają okna.

Niektórzy, wolą ciszę i spokój – ja w błogim wygłuszeniu bym nie mógł normalnie funkcjonować, czułbym się zbyt wyalienowany. W nocy można również usłyszeć rozmowy osób przechodzących nieopodal, przy ważniejszych sportowych spotkaniach, odgłosy ekscytacji kibiców zebranych tuż obok w ogródku piwnym przed telebimem. Każdy z mieszkańców tworzy element całości, każdy dźwięk zgrany z pozostałymi tworzy melodię.
Nie dostrzegamy tego na co dzień, a naprawdę warto.

Moja okolica ciągle tętni życiem. Dlatego nie chcę się ciągle wygłuszać  muzyką, mogę się nią co najwyżej dostroić, ale z umiarem, by niczego istotnego nie przegapić.

Jeszcze w te parne i duszne wieczory czuję się po prostu w pełni wyciszony i spokojny.
Każdy ma swój sposób na stworzenie własnego azylu. Moim jest piękna, urozmaicana coraz to nowymi doznaniami, otaczająca mnie codzienność.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piękny czas.

21 maj

(Trójca z 3B Milena, Martyna i Żuru, no i oczywiście zawsze szczęśliwy Rudy)

Mimo, że mam praktyki to czuję już wakacje pełną gębą Mistrzowsko spędzony weekend  zwieńczają niesamowite wspomnienia, które pozostaną w naszych głowach na dłuuugie lata.
W sumie niektórych rzeczy nie da się nie zapomnieć. Skoro już zwolniłem to trzeba zbierać je na nowo.

Ostatnio zaglądałem tutaj kilka dni temu i trochę zaniedbałem terminowe wrzucanie notek, ale no nie miałem możności i za bardzo czasu by poświęcić te 30 min by coś wyskrobać. Obiecuję, że ułożę sobie tak plan dnia, że wpisy będę dodawać częściej. Jutro oczywiście pierwsza część dnia zawalona bo musimy się uwinąć do 12 z uzupełnianiem akt pracowników, ponieważ na 12 mamy Audit, no i pewnie do każdego niedociągnięcia się doczepią.

Ogólnie rzecz biorąc dziś zostawię ten wpis w luźniejszej formule, jakimś sensownym tematem zajmę się jutro – dziś korzystam z każdej wolnej sekundy i piszę cokolwiek przyjdzie mi na język. Zaraz wezmę długą kąpiel, włączę sobie jakąś część Bonda i wcisnę się w fotel wpieprzając pizzę i michałki – pierdolę, że po 22 jem, raz na jakiś czas mogę sobie pozwolić.
Innej formy zwieńczenia dnia nawet nie przyjmuję do wiadomości, na agenta 007 i dobrą pizzę czaję się już od kilku tygodni i nie mogę się za to zabrać, ale obiecałem sobie, że na wszystko muszę znaleźć czas i subiektywnie będę to wprowadzał w życie. Znajduję czas na coraz więcej rzeczy i powiem szczerze, że zaczyna mi się to podobać, również jak relacje z pewnymi osobami.

Chyba wybrałem odpowiednią formę swojego własnego programu naprawczego, jestem z niego dumny. Wszystkie sprawy idą w dobrym kierunku i większość doprowadzę do końca, nie będę się z niczym pierdolił, niewykorzystane okazje się nie powtórzą i muszę sobie to wbić do swojej łepetyny.
Dostaję wiele szans od życia i dostrzegam jego superlatywy.
Dostrzegam też coraz większy udział w nim, niektórych osób – o tym tez napiszę osobny wpis w najbliższych dniach.

Dziękuję i życzę miłego wieczoru.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Carpe Diem

16 maj

… czasem warto zagrać w kapsle…

R.

Każdy szuka czegoś dla siebie, chce znaleźć własne miejsce, stworzyć tam swój azyl i wiedzieć, że może w nim wszystko. Do swojego życia dobieramy sobie ubiór, muzykę, książki, dekoracje, wyposażenie, dodatki. To co nam się tam w główkach roi jest odpowiedzialne za nasze jestestwo. Za to kim obecnie jesteśmy, a zarazem co z nami będzie za parę lat. Czym się zajmiemy wynika w większości z upodobań z tego jaką ścieżkę kariery obierzemy. Nie jest łatwo decydować o swoim życiu na zawołanie, musimy wszystko sobie przeanalizować od deski do deski. To jest najbezpieczniejszą opcją.

Opcją, która zapewnia nam byt. Musimy również o niego zadbać – dając z siebie wszystko.
Azyl – we własnym każdy czuje się najlepiej. Mój od września zostanie przeniesiony w większe miejsce, w którym będę mógł bez krępacji robić cokolwiek mi się podoba. Tak jest również teraz, ale całe mieszkanie na własność jest chyba lepszą opcja. Muszę sobie to wszystko jeszcze przeanalizować. Zrobić spis „za” i „przeciw” – to zawsze mi pomaga w podejmowaniu epokowych decyzji. Teraz mam wszystko pod nosem, dbam tylko o moje własne 4 ścianki. Tam już niestety będę musiał się wysilić bardziej, zadbać o „więcej” ścianek. Wszystko robić samodzielnie, najbardziej przeraża mnie zasypianie i budzenie się w pustym mieszkaniu. Samotność jest dla człowieka najgorsza, gdy nie może do nikogo otworzyć japki, tylko musi zająć się samym sobą.

Jednakże jest to dla mnie również nowym wyzwaniem, a ja kocham wyzwania.

Ostatnimi dniami w ogóle nie mogę się odnaleźć. Sam nie wiem już czego oczekuję od życia.
W firmie myśli mi się lepiej niż gdziekolwiek indziej – nigdy tak nie było.
Nie potrafię znaleźć dla siebie żadnego dobrego albumu do przesłuchania.
Bezsensownie przewracam kartki Maxima, zawracając sobie głowę różnorakimi myślami.

Brakuje mi w życiu wielu rzeczy. U każdego faceta przychodzi w życiu pewien moment, kiedy nudzi się tym co ma dotychczas. Mi również się wiele rzeczy znudziło, potrzebuję zmian, czegoś nowego. Czegoś co mnie napędzi do dalszego działania. Mógłbym godzinami opisywać i wymieniać rzeczy, których mi brakuje. Niestety jest tak, iż mam ustalony przez siebie limit długości notki i nie chcę go znacznie przekraczać. Dopuszczam jedynie granicę poślizgu +/- 200 słów (podstawa to 600).

Najbardziej odczuwalnym brakiem w moim życiu jest… no właśnie. Jest coś przed czym się opieram. Jest to diabolicznie trudne, niestety nie potrafię się przekonać. Cholera jasna, wkurzam sam siebie tym, że jestem takim palantem. Palantem, który patrzy tylko na siebie. No niestety z moim podejściem – tak muszę.

Rozterki młodego żura. Ach, wszystkie braki są do nadrobienia. Wszystko można pozaliczać, do wszystkich punktów, które się opuściło można powrócić w dowolnym momencie.
Dobrze jest zostawić swoje uprzedzenia w tyle, dobrze jest wypierdolić bagaż, o którym wspominałem kilkanaście nitek wcześniej. Nie chcę się szufladkować, ale chcę na moment zwolnić. Nie zatrzymywać się, tylko na chwilę zredukować bieg, by móc w spokoju rozejrzeć się dookoła. Wtedy wówczas mógłbym śmiało zacząć doceniać wszystko co mam, wszystkie osoby w moim otoczeniu, podziękować im za to, że są.

Tak też zrobię. Zwalniam tempo na parę dni. Zobaczymy jak to się wszystko ułoży. Muszę się zacząć cieszyć tym co mam i odpuścić w końcu ten bieg, za lepszym jutrem, ponieważ teraz mam wspaniałe dziś. I to tak naprawdę się liczy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historia (nie)lubi się powtarzać

13 maj

(2010r.)

(2012r.)

 

 

Do refleksji nad tym tematem nakłoniła mnie spółka Multimedia Polska, której to niemała reklama znów rzuca się w oczy z mojego okna.

Reklama wysokości porównywalnej do mojego bloku (4 piętra) znów, po półtora roku przyćmiewa całą okolicę, w nocy hałasując niemiłosiernie, bowiem ma podłączony, dość duży agregat zasilający oświetlenie, które na domiar złego odblaskiem napierdziela mi w okno… Ja po prostu kocham halogeny!
Potrafię wytrzymać halogeny oświetlające parking Tesco, które są jakby specjalnie wycelowane w okno mojego pokoju hahah (oszczędzam na świetle).
Powracając do głównego tematu, czy nie mieliście nigdy tak, że pewne sytuacje przytrafiały się wam, mimo iż już kiedyś mieliście z nimi do czynienia?
Dawno zażegnane, przykładowo przeciwności losu przytrafiały się wam ponownie?
A nawet bardzo przyjemne sytuacje do was powracały?

Zakładam, że tak, ponieważ chyba każdy miał już z takim czymś do czynienia. Nawet na przestrzeni wieków widać zależności i momenty, które potrafiły wybić się wtórnie.
W moim życiu historia powtarza się co roku, jakoś w kwietniu? Chyba tak, gdy budzę się z szkolnego snu zimowego i dostrzegam, że moja sytuacja wygląda co najmniej nieciekawie. Nie chciałbym używać tutaj mocniejszych określeń.
Innym przykładem mogły by byś ekscesy miłosne, które wyglądają mniej więcej tak samo.
Na szczęście nie mam z nimi do czynienia! Mnie nie złamiesz.
Historia w naszym życiu powtarza się nieustannie, ta sentencja, jakże przez nas zapomniana, trwa ciągle w naszym otoczeniu.
Czyżbyśmy nie uczyli się na własnych błędach? Nie byli zapobiegliwi?
Jesteśmy – w większości przypadków , jednakże wiele razy przywołujemy te przyjemniejsze sytuacje po to by przeżyć je raz jeszcze, dlatego, że nacieszenie się nimi jednorazowo nie wystarcza.
Niestety pewnych przeżyć nie da się odczuć tak samo dogłębnie jak za pierwszym razem, którymś razem z kolei już w nas to tak nie emanuje i nie pobudza takich samych emocji, jakie obudziło przedtem. Niestety.

Każdy nas przeżył w życiu piękne chwile, które chciałby powtórzyć. Dlaczego akurat o nich „historia” zapomina, dlaczego akurat na ich wtórne przeżycie nie kieruje nas los?

Dlatego, iż by mieć w życiu piękne chwile musimy wziąć los w własne ręce i nie czekać jak książęta i księżniczki na zbawienie. Nic do nas samo nie przyjdzie, nie, życie na nasze nieszczęście nie jest aż tak piękne. Bez odrobiny odwagi i ryzyka nic ciekawego nie przeżyjemy, nic interesującego nie przyjdzie do nas samo. Musimy sami wyłapywać okazje, bo los nie jest miłosierny. Ten tam u góry, też nas nie pcha jakoś szczególnie w te wszystkie łaski. Musimy sami o siebie zadbać, nikt za nas tego nie zrobi, każdy ma nas w dupie, „samarytanów” jest w naszym kraju jak na lekarstwo. Każdy patrzy tylko i wyłącznie na swój stołek.

Nie możemy również marnować okazji, nie pchajmy się też w nieopłacalne inwestycje.
Jeżeli do czegoś dążysz, próbujesz coś osiągnąć i mimo Twoich usilnych starań nie otrzymujesz efektów – wyrąb się na to. Zajmij się czymś innym, zanim będzie za późno.
W miłości i dążeniu do niej lub pogłębienia znajomości jest tak samo, jeżeli na czymś Ci zależy i do czegoś dążysz, ale spotykasz się z ciągłym odrzucaniem i dostrzegasz brak efektów – również daj sobie spokój. Po co masz sobie przystwarzać problemy? „Tego kwiatu jest pół światu”, na jednym się świat nie kończy – można się kłócić. Jeżeli ktoś czytał książkę pt. „Mały Książe” ten wie o co chodzi. Bynajmniej myślę, że każdy uważający się za inteligentnego powinien ją znać.  Inaczej nie warto rozpoczynać dyskusji. Tak więc pamiętajcie aby dać sobie spokój z czymś co nie owocuje i poszukajcie sobie innego gruntu pod „budowę”, spraw emocjonalnych. Korzeni nie da się łatwo wyrwać. Dlatego też ich bez potrzeby nie zapuszczajcie.

Trochę starań i wszystko da się osiągnąć. Wszystko co ma chociaż trochę sensu i aprobaty.

„Jesteście piękne, lecz w środku puste. Za was nie można umierać.
Oczywiście, jeśli chodzi o moją różę, to zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest ona do was podobna.
Ale ona jest ważniejsza niż wy wszystkie razem wzięte, bo tylko ja ją podlewałem.
Bo ją jedną nakrywałem kloszem, bo ją jedną osłaniałem parawanem.
Bo tylko na niej tępiłem gąsienice (zostawiając dwie czy trzy na motyle).
Bo tylko jej słuchałem, jak się żali, jak się przechwala, czy nawet jak milczy. Bo to jest moja róża.”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziwna sytuacja.

09 maj

Dziś wzięło mi się na wspomnienia. Czyżbym miał objawy uczuć jak każdy normalny człowiek? Niee… proszę Cię Boże… nie rób mi tego – niestety.

Chwilę przed godziną 13, wykonując powierzone mi obowiązki na praktykach usłyszałem w radiu znamienną mi piosenkę Bruno Mars – Just the way you are. Wszystko spłynęło po mnie niczym fala, zawiesiłem wzrok na małym terenie zieleni za oknem i bezmyślnie kręciłem przedmiotem trzymanym w rękach, który po chwili opuściłem.

When I see your face
There’s not a thing that I would change
Cause you’re amazing
Just the way you are
And when you smile,
The whole world stops and stares for awhile
Cause girl you’re amazing
Just the way you are

The way you are
The way you are
Girl you’re amazing
Just the way you are

Radiowęzeł – Zima 2010/2011r. Masa wspomnień.

Najdziwniejsze jest to, że nie zwracałem uwagi na muzykę, nie słyszałem nawet żeby radio było włączone… Po prostu ta piosenka wbiła mi się w głowę niczym strzał z zaskoczenia. Zacząłem szeptem nucić słowa piosenki i obrazowałem sobie wszystkie chwile z tamtego okresu. Jak już wspomniałem wyżej, gdy tylko opuściłem trzymany przedmiot, który z brzdękiem odbił się od betonowej posadzki nagle się otrząsnąłem i wyszedłem w pospiechu na zewnątrz – przez rampę, która mieści się tuż obok mojego dzisiejszego stanowiska. Odpalając papierosa myślałem – żuru, co Ty kurwa odpierdalasz, co się z Tobą dzieje?… Niestety do tej pory nie wiem. To wszystko odeszło ode mnie w takim samym tempie jakim przyszło. Na moje nieszczęście pozostawiło mi wiele do myślenia. Co miał znaczyć ten incydent? Co z moimi postanowieniami? Nie chcę sobie zawracać tym głowy nie chcę żyć wspomnieniami, jednakże dziś jedno do mnie powróciło, kilka tygodni, które nie trwały długo wbiło mi się aż tak bardzo w pamięć. Jest to do mnie zupełnie nie podobne. Nie mam zamiaru tego w sobie roztrząsać i nie będę dopuszczał do siebie możliwości by wspomnienia wlazły mi na głowę – zabroniłem sobie słuchania tej piosenki.

Jestem osoba, która jest wielkim przeciwnikiem życia przeszłością i będę to dalej kontynuował.

Niestety mnie to nęka – dlaczego? Jakim cudem? Po co? To wszystko do mnie powróciło i dlaczego poniosłem się tak bardzo zwykłej piosence, która nigdy w życiu nie budziła we mnie takich uczuć i nie prowokowała do takiej sytuacji? Nie mam pojęcia, wiem jedno – Nigdy więcej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oficjalny hymn Euro 2012

08 maj

Narzekacie, że Koko Euro Spoko narobi nam „siary” na euro 2012. Przecież to tylko hymn naszej i tak już wiejskiej reprezentacji.

Oficjalnym hymnem Euro 2012 (Jakby ktoś nie wiedział) jest piosenka Oceany – Endless Summer. Wydaje mi się on całkiem w porządku i nie słyszałem jeszcze uzasadnionych narzekań na jego brzmienie.

Koko – tak jest „siarowate”, no ale przynajmniej wpada w ucho, każdy zna tekst i nuci to sobie przynajmniej raz dziennie. Dziś słyszałem nucenie kilka razy, wiec widać, że hit Jarzębinek się przyjął.

Eska zapytała kilku obcokrajowców co sadzą o Polskim hicie ostatnich dni:

Niestety nic nie rozumiem, ale muzyka mi się podoba! Jest śmieszna. Video jest również charakterystyczne, niezła piosenka!!!
Alessandro Quattrocolo (Włochy, Turyn)

Dobry nastrój, ale brzmi jak piosenka z przedszkola śpiewana w kółeczku. Brzmi nieco „tanio”. Produkcja tej piosenki też pozostawia wiele do życzenia. Wpada w ucho jednak…I myślałem, że wszystkie polskie dziewczyny są ładne!!!!!
Stefan Hainz (Niemcy, Hamburg)

Hmmm… brzmi bardzo ludowo. Zupełnie nie pasuje mi to do Euro. Jednak pokazuje kulturę polską a z tym się nie dyskutuje. Nie wiem, o czym śpiewają, ale myślę ze o gotowaniu. Czy o piłce nożnej?
Phill Hobes (Anglia, Londyn)

 

No fakt dziewczyny w tym wieku już nie grzeszą urodą, pojawiają się zapytania czy one w ogóle dożyją Euro – myślę, że są szanse i na pewno jak już tego 8 czerwca wyjdą na murawę narodowego to porwą do śpiewu i „gibańca” wszystkich i (nie tylko pijanych) kibiców.
Więc nie marudźcie, bo z tych wszystkich propozycji jedyną szansę miał InoRos i to ich utwór mógłby z „koko” konkurować, jednakże nie budził by tylu emocji i radości co hit babuszek.

Jedyne co mam do tego „hitu” to to, że mogli w ten folklor wmieszać trochę bardziej współczesnych klimatów i brzmiałby on o wiele lepiej i na pewno przyjął by się bez aż takich wielkich sprzeciwów. Powiecie – Ale to wtedy nie był by folklor, a właśnie o to im chodziło. Można by było to wtedy nazywać współczesną mieszanką folklorowo – popową lub jakoś tak.
Na pewno ta piosenka z lekkim pazurem by o wiele lepiej wypadła. No ale jest jak jest i zamierzony efekt zyskali – wielki rozgłos i echo.

Więc nie narzekajcie na nie, jeżeli sami to nucicie i podśpiewujecie – widocznie wam się podoba.

Ważniejsza i tak jest Oceana – Endless Summer.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Prezent od West Polska – i jak tu rzucić?

07 maj

Gdy w piątek z rańca wyciągnąłem ze skrzynki awizo, na którym zaznaczone było przesyłka/list polecony byłem święcie przekonany, że ścigają mnie za niezapłacony mandat (jest to kwota niewielka, acz zapodziałem gdzieś przekaz i tak od lutego nie śpieszno mi po nowy). Opcją również było, że znów wzywają mnie jako świadka pamiętnego wypadku samochodowego, w którym musiałem wyciągać kierowcę z samochodu, bowiem kierowca do spowodowania wypadku się nie przyznaje. Także nie kwapiło mi się by jakoś szybko to z poczty odebrać.
No ale jako, że miałem czas wolny to wpadłem na pomysł, że jednak pójdę i odbiorę ten list, który prawdopodobnie spieprzy mi resztę dnia. Moim planem było to, że odbiorę ten list i nie spojrzę na nadawcę ani jego treść do puki nie odpalę Westa ice by się odstresować.

Ku mojemu zdziwieniu Pani z okienka na poczcie podała mi paczkę – zdziwiłem się. Zamawiałem coś z Allegro? Niee… Chyba…

„Scientific Services sp. zo.o” do SZ. P. Rafał Zurawiecki. Otwieram i nagle zdziwienie, przesyłka od West polska – a to Ci psikus.

Także zawartość wam zaprezentuję (jak na niefart wybrałem miejsce, gdzie mam poobijany blat, ale czort z tym w końcu biurko to miejsce pracy no i z czasem się obija):

W skład zestawu wchodzi:

Dwie paczki Westów Duo.

Jak już dali papierosy to musieli dorzucić zapalniczkę bym miał czym je odpalić.
Swoją drogą zapalniczka jest solidnie wykonana i ładnie prezentuje się z logiem Westów „klików”.

No a jak wiadomo popiół z papierosa trzeba gdzieś strzepywać więc również dorzucili popielniczkę (fajnie się wieczko obraca).

Jak już zapalimy to przydała by się guma by z ust nam nie śmierdziało - o tym też pomyśleli.
Innowacyjne te gumy, bierzesz kuleczkę do ust, która po jakimś czasie się rozpuszcza wypełniając usta ukrytą w środku miętą (mocne są).

… lubię.

Dorzucili również dwie opaski sylikonowe – osobiście bardzo mi się podobają, chciałem sobie w tym tygodniu takie sprawić.

 

Bardzo miły prezent, naprawdę się przyda – Westy to moja ulubiona marka, zwłaszcza ice lub duo. Fajne zaskoczenie, zwłaszcza, że nastawiałem się na jakieś wezwanie lub coś w tym stylu, także mogę odetchnąć z ulgą.

Dzięki West!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Więcej grzechów nie pamiętam – nie za wszystkie żałuję.

04 maj

Paląc wczoraj wieczorem papierosa zastanawiałem się co by było gdyby… co by było, gdybym potrafił wykrztusić z siebie wszystko co myślę i nie bał się usłyszeć na to reakcji.
Co by było gdybym swoją życiową politykę, którą ustaliłem sobie w wieku 14 lat, ciągnął przez cały ten okres do dnia dzisiejszego.
Gdybym przez całe swoje życie używał głowy.
I wiecie co wywnioskowałem?  Że miałbym mniej zajebiste życie niż teraz.

Nie żałuję niczego, nigdy nie będę żałował. Bo żyje się tylko raz i każde doświadczenie jest potrzebne. Gusta się zmieniają i nie można przy nich trwać.
Irytują mnie osoby, które nie potrafią postawić na swoim, którzy mają kobietę na wyciągnięcie ręki a czają się jak 16 latek z ręką w gaciach.
Ludzie mający aspiracje i warunki, jednakże zlewający na szanse, które daje im los.
Wszyscy, którzy marudzą, jak to znowu w życiu im nie wyszło.

Świat jest pełen życiowych nieudaczników z własnego wyboru. Tylko dlatego, że nie potrafią przełamać lęków lub lenistwa. Już po prostu nie wiem jakich słów używać by nakłonić ich do działania,. Nie jestem psychologiem i nie mam daru przekonywania (żartowałem, mam). No ale jeżeli im się nie chce to mi również, nikogo nie będę uszczęśliwiał na siłę.

Moja życiowa polityka, jak na 14 latka nie była zbyt skomplikowana – będę łamać serca, nigdy się nie zakocham, zawszę będę myślał tylko i wyłącznie o sobie.
Powiedzcie mi, gdzie popełniłem błąd? Dlaczego w tym nie wytrwałem?
Otóż odpowiedź jest prosta, ja po prostu dojrzałem (!).

14 latek miał znakomity plan na życie, jednak zawsze pojawi się ktoś kto wszystko spierdoli.
Przez parę lat trwałem przy moich postanowieniach wiernie jak tylko mogłem, romansowałem, kręciłem, no ale i tak, w którymś momencie się zgubiłem i odszedłem od swojego przyzwyczajenia.
Potrafiłem znakomicie ranić i odwracać się tyłkiem do każdej dziewczyny, którą spotkałem na swojej drodze. Wykorzystywałem większość okazji, które zaczynały się zwykłym i niewinnym uśmiechem w moją stronę. Jednakże nigdy nie prowadziłem spraw do końca, zawsze trafiałem na taki punkt, w którym stwierdzałem „halo żuru, odwrót!”. Kończyłem w tym momencie znajomość, bez podania racjonalnego powodu i bez słowa tłumaczenia. Jeżeli, któraś z zranionych przeze mnie to czyta to mam do powiedzenia tylko jedno „Kiepska byłaś jak nie potrafiłaś mnie zatrzymać” – wredne wiem, ale prawdziwe.

Usłyszałem raz słowa skierowane w moją stronę „Żuru, ja nie chcę być tą drugą”.
Patrząc wtedy w jej oczy po raz pierwszy poczułem coś co mnie naprawdę dotknęło, poczułem, że, naprawdę robię źle. Myślicie, że to mnie czegoś nauczyło? Nie. Oprócz kiepskiego uczucia w sercu nie wyniosłem z tego nic szczególnego.

Prawdziwa zmiana nastąpiła przy wejściu w pełnoletność, kiedy ustaliłem sobie nowy plan na życie. Postanowiłem sobie  wtedy, że już nigdy nikogo nie zranię, postawię swoje potrzeby na środkowych pozycjach (nie pierwszych i nie ostatnich, bym nigdy nie zapomniał o swoim dobrze ale również żeby nie przysłaniało mi ono dobra innych). Jednak najważniejszą zmianą było to iż zacząłem wybiegać myślami w przyszłość, z wąskiego zaścianka zacząłem podążać za horyzont.
By wiedzieć, że niczego już nigdy więcej nie spierdolę.

Jestem znakomitym przykładem na to jak w kilka lat człowiek potrafi się diametralnie zmienić, jak można polubić samego siebie i żyć z przeszłością tak by nie dotykała ona mnie w zupełności.
Kroczymy wciąż do przodu i przede wszystkim realizujemy swoje postanowienia. Moje już trwają przez 1,5 roku i ani razu ich nie złamałem, nawet nie pomyślałem o ich złamaniu, bo wiem już co w człowieku jest najważniejsze i, że nie jestem pępkiem świata, by myśleć tylko o swoim ego i dobrej zabawie.

Znam wiele wspaniałych kobiet i ani razu nie wpadł mi do głowy pomysł, by spróbować, którąś zranić i zabawić się uczuciami dla rozrywki.  Robią tak tylko gówniarze , gówniarze niespełna rozumu, infantylni idioci, którzy w końcu się przejadą.
Jeżeli masz taką politykę życia jak ja w wieku 14-18 lat to zmień ją czym prędzej zanim role się odwrócą i nim naprawdę zatracisz umiejętność dostrzegania dobra i uczuć innych.
Nie każdy będzie miał tyle szczęścia by samemu sobie z tym poradzić.
Pokaż, że jesteś mężczyzną  bo miłość to najpiękniejsze uczucie, jakie kiedykolwiek poznał człowiek i nie można go kalać, w żaden sposób. Uczucia są też najbardziej niszczącą psychicznie bronią w rękach bliskiego człowieka. Dbajcie o nie.
Drugi raz dana szansa może się nie powtórzyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Musimy poważnie porozmawiać – To zawsze zwiastuje problemy.

01 maj

Musimy poważnie porozmawiać – To zawsze zwiastuje problemy.

Dla niektórych końca związku, początku zmian, jeszcze dla innych jest to zwykłe suszenie głowy.
Dla mnie również. Nigdy nie lubiłem tych dwóch słów. Gdy już je słyszałem, wiedziałem, że będę musiał grać głupa przez cały ten czas kiedy ktoś będzie mi pierdzielił nad uchem jaki to ja jestem zły i niedobry.
Włącza mi się zaprogramowany ‘yhym’ i powtarzam to w kółko. No ja po prostu tego nienawidzę, nie cierpię wręcz jak ktoś mi prawi kazania.
Przenigdy nie wypowiadałem tej wiązanki, bo nie lubię nikogo zmuszać do poważnej rozmowy.
Można przecież porozmawiać na dobrej stopie, bez zmuszania i wszystko sobie powyjaśniać. Dla mnie brzmi to zbyt oficjalnie i ludzie odbierają to dwuznacznie, niekiedy od razu zakładając najgorsze. A jest to karygodny błąd.

Uwielbiam wymieniać argumenty, toczyć zagorzałe dyskusje ale, gdy słyszę te słowa w kierunku mojej osoby nigdy nie potrafię się załączyć. Może jestem jakimś wadliwym egzemplarzem? Nie wiem. Każdy niech reaguje na to jak chce.

- Musimy poważnie porozmawiać
- spoko, ale nie teraz

Tak kończy się zaczęcie tego tematu w kierunku mojej osoby. Nie teraz – może i nigdy.
Jeżeli ja nie mam Ci nic do powiedzenia to nie będę wysłuchiwał monologu z Twojej strony.
Jak chcesz się nagadać to zadzwoń na niebieską linię i tam ich poopierdzielaj.

- i co masz do powiedzenia na ten temat?
- yhym
- co?!

To również mi się zdarzało i nie sądzę, żeby to było okazywaniem braku szacunku z mojej strony. Wiem, że trzeba umieć słuchać, ja uwielbiam słuchać i uwielbiam doradzać.
No ale to są zupełnie inne typy konwersacji.
Padały również stwierdzenia, że nie przyjmuję do siebie krytyki bo poważna rozmowa ją zwiastuje – Z której strony?
Ale wypowiem się również na ten temat
Ja uwielbiam krytykę bo tylko ona buduje i nakłania do dalszego działania, ona pomaga nie wdać się z wir smętu i dążyć cały czas do przodu. Ludzie, którzy nie potrafią jej przyjąć są denni.

Mów mi, że jestem denny. Tak.

Wracając do tematu to jestem ciekawy jak wy radzicie sobie z „poważnymi rozmowami”. Czy jestem jedyną osobą która je zlewa, czy wy również macie je gdzieś bo nie lubicie się zatrzymywać. Mam głęboką nadzieję, że nikt nie nazwie mnie egoistą. Po prostu wiem co jest dla mnie dobre a co złe, i tego złego unikam jak ognia, bo powaga zabija powoli.
Ludzie robią błąd wdrażając zbyt dużo powagi do dyskusji, jeżeli dobrze się rozumiecie to powinniście poważne rozmowy również przeprowadzać na spokojnej stopie, bez prowokacji, wypominania i chwytania się słabych „argumentów ratunkowych”
Zresztą nie wypowiadam się na temat bo ludzie są dla mnie z reguły niezrozumiali. Istnieją rzeczy proste i prościejsze, jeżeli się postarasz to nie ma rzeczy niemożliwych ani trudnych do wykonania. Tak samo może być z poważną rozmową na luzie, zresztą po co ona? Wyrzuć ją ze swoich „rytuałów”/przyzwyczajeń i zapamiętaj, że dla niektórych jest ona męcząca i możesz ją zastąpić inną formą.
Nie pomogą Ci tłumaczenia w stylu „kocha to przeboleje i zrozumie” – odwróć je w drugą stronę i ty przebolej brak tej rozmowy i zrozum, że jest ona męcząca. Poważna rozmowa lubi przeradzać się w kłótnie, istnieją poradniki, które opisują jaj jej uniknąć, ale po co Ci one?

Po prostu wynieś coś z tego tekstu i idź dalej w świat analizując sobie – czy warto.
Przy okazji zaoszczędzisz zmarnowany czas na czytaniu dennych poradników.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Majówka – Wakacje.

27 kwi

 

Dobra wklepuję i jadę bez przemyśleń, tak na szybko. Miałem wstawić wpis „Musimy poważnie porozmawiać – to zawsze zwiastuje problemy”. Został on już ukończony i czeka tylko na wstawkę ale stwierdziłem, że w tak piękny i radosny dzień nie będę wam suszył głowy problemami wynikającymi z przeprowadzania poważnych rozmów.

Dla wielu zaczęły się „Wakacje”, wprawdzie niektórych czekają jeszcze matury, innych praktyki ale ten czas już i tak będzie wykorzystywany pod kątem rozrywki. Słońce świeci, nie ma wiatru, więc można spokojnie udać się na grill lub jezioro. No a wieczorem o 20:00 zaczyna się długo wyczekiwana gala, na której walczyć będzie Burneika z Najmanem.

Prognozy na całą majówkę również zapowiadają się optymistycznie, dlatego nie ważmy się marnować tego czasu, tylko wykorzystajmy go od początku do końca. Gdy sięgam myślami w dal, widzę te 4 miesiące wolnego i sam już nie wiem jak będę go wykorzystywał. Holandia jest pewniakiem, resztę się zaplanuje, albo przeżyje spontanicznie.

Jedno jest ważne – wszystko planujemy pod rozrywkę, schowajmy rozwagę na te kilka dni do kieszeni. Nie myśl o konsekwencjach (oczywiście jeżeli czyn nie ma szkodliwości społecznej i nikt nie pociągnie Cię do odpowiedzialności karnej), tylko baw się.

Majóweczka jest tylko raz w roku, a wakacje maturalne raz w życiu. Przede mną jeszcze praktyki ale te kilka godzin dziennie spędzonych na siedzeniu na facebooku zleci w try miga. I co później? Relaks. Żadnych zmartwień i problemów. To mi się szalenie podoba.

Wielu z was wda się w wakacyjne miłostki, przeżyje niezapomniane przygody i powiem wam, że warto. Naprawdę warto bo nie ma nic piękniejszego w tym letnim okresie jak wakacyjna miłość, która nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji. Także życzę wam najlepszych wakacji w życiu, udanej praktyki i zajebistej zabawy.

Zobaczymy co dalej.

 

Na zdrowie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • RSS